Gruzja. Spotkanie z koszmarem.

Kachetia tonęła we mgle. Nieznana i niezrozumiała siła zaklęła krainę, oblepiła ją gęstą chmurą, od wielu dni nie widziano tutaj słońca.Na mieszkańców padł blady strach. Miejscowi spoglądali na mnie z niechęcią, nie byli skorzy do kontaktu, a w rozmowach ograniczali się do wymaganego minimum. Lęk i nieufność wisiały w powietrzu.

Kachetia we mgle

Kachetia we mgle

Na Zakaukazie wyruszyłem by odnaleźć fragment mojej duszy, rozerwanej na Islandii przez wiedźmę Gunvor. Na miejscu natknąłem się na prastare zło, którego źródło niejako przy okazji chciałem namierzyć. Moim sojusznikiem był Srebrny Lis, tropiciel, który znał tutejsze ścieżki jak nikt inny. Po zasięgnięciu języka u miejscowych wyruszyliśmy do Orlego Kanionu. „Tam dzieją się niezwykłe rzeczy” – mówili – „tam coś znajdziecie”.

Auto porzucić musieliśmy już na początku trasy, telefony odmówiły posłuszeństwa. Podmokła droga, lepkie błoto oraz mroczne zaklęcia uniemożliwiały nam wkroczenie w nieznane ze zdobyczami technologii. Zanurzyliśmy się we mgłę. Samotnie zaginąłbym pewnie na wieki w labiryncie cierni i suchych krzaków, Srebrny Lis wiedział jednak dokąd zmierzamy. W przenikliwej ciszy usłyszeliśmy dźwięk dzwonków, takich jakie zawiesza się owcom na szyi, skierowaliśmy się w jego stronę.

Przeczesaliśmy polany wzdłuż i wszerz, wspinaliśmy się na ostańce i zaglądaliśmy w wąwozy – owiec nie było już jednak ani słychać, ani widać. Musimy wejść głębiej w ciernie, stwierdził tropiciel. Gałęzie obcierały nam twarze, ciernie cięły skórę, błoto sięgało kolan, a przed sobą nie widzieliśmy nic. Gdy zacząłem tracić nadzieję, że odnajdziemy coś w tym bezmiarze nieprzyjaznej mgły, na naszą ścieżkę wyszły owce. Ich czarne oczy śledziły każdy nasz krok. Rozejrzeliśmy się wokoło i ujrzeliśmy pasterza, jednego z miejscowych, brudnego od błota i zmęczonego całodzienną harówką. Wyglądał nad wyraz zwyczajnie pośród otaczających nas mroków.

Gdy podszedłem bliżej unosząc dłonie w pozdrowieniu, pasterz milczał. Nie widział nas, lub nie chciał widzieć wpatrzony w swój kostur oraz zwierzęta. Ukucnąłem przed nim i dotknąłem jego ramienia. Wówczas podniósł na mnie wzrok, spojrzał mi w oczy głęboko jak nikt dotąd, a następnie dłonią dotknął swojego serca. Wydawało mi się, że coś zalśniło mu pod palcami. Podniósł rękę i położył swoje spracowane palce przy moim sercu.

Owce

Owce

Fragment duszy wrócił na miejsce, jeden z tysiąca kawałków zgubionych w świecie. Patrzyłem na pasterza, a on na mnie. Oddał mi to co utraciłem. To był prezent od gościnnych mieszkańców jego krainy, fragment ich serca wprost do mojego serca. Tym razem miałem szczęście – odzyskałem zgubę bez czarów, walki czy nieracjonalnych gier.

„Ten pasterz”, powiedziałem do Lisa, „on oddał mi to, po co przybiliśmy”. Lis spojrzał na mnie zmartwiony.

„Jaki pasterz?”.

*

Schronienie znaleźliśmy u rodziny Dato. Przed chłodem i mrokiem nocy ukryli nas oni w swym domu i podjęli gościnnie, tak jak robią to tylko na tych ziemiach. Gorąca zupa rozgrzała nasze ciała, a wino umysły. Dyskutowaliśmy o wszystkim, poza gęstą mgłą, która otaczała dom i próbowała się do niego wkraść – nie mogła jednak tego zrobić dopóki w jego wnętrzu toczy się życie. Ziemia, powietrze, woda czy ogień – to są domeny bogów. Dlatego my, ludzie, wybudowaliśmy swoje osiedla, by móc się przed nimi chronić. Do naszych domów nie ma wstępu nic, czego sami tam nie zaprosimy. Wraz ze Srebrnym Lisem poprzysięgliśmy zniszczyć zło, które zalęgło się w tej krainie – by ochronić jej gościnnych i przyjaznych mieszkańców.

Srebrny Lis

Srebrny Lis

Drugiego dnia rankiem wyruszyliśmy do ruin starej twierdzy nieopodal domu naszego gospodarza. To tam odnaleźć mieliśmy czarownicę, demona, diabła czy cokolwiek tam nie czyhało, oraz zepchnąć to do otchłani. Im bliżej celu byliśmy, tym mgła robiła się gęstsza. W pewnym momencie Srebrny Lis zatrzymał się. „Dalej nie mogę iść z Tobą” – powiedział – „jestem tylko tropicielem. To nie moja walka”. Spojrzałem na niego bez słowa i ruszyłem przed siebie. Mgła próbowała zasłonić mi ścieżkę, błoto próbowało mnie w niej zatrzymać. Cokolwiek było na jej końcu, bało się, że tam dotrę.

Wieża wynurzyła się z dymu tuż przed moim nosem, wejście ziało czernią. Obejrzałem się za siebie licząc, że może jednak nie jestem sam, że może mój kompan zdołał zrzucić zaklęcie i wyruszył za mną. Wokół mnie była jednak pustka.

Wnętrze wieży nie było z tego świata. Kształty, których ludzki umysł nie jest w stanie pojąć, dźwięki, jakich nikt nie słyszał. Wspinałem się kamiennymi schodami na szczyt co chwilę słysząc szepty i jęki. Bałem się.

Na szczycie zastałem drewnianą klapę w suficie. Wiedziałem, że już nie ma odwrotu, że gdy ją otworzę będę musiał stoczyć walkę. Zacisnąłem pięści.

*

Mroczna mgła

Mroczna mgła

Wewnątrz komnaty panował mrok, jedyne światło wpadało przez dziury w suficie, tam gdzie brakowało dachówek. Wyczułem obecność. W cieniu siedziała postać, ludzka sylwetka, nie większa ode mnie samego. Patrzyła na mnie, lecz nie oczami, widziała mnie, lecz nie moje ciało.

„Wiesz kim jestem”. Wiedziałem to doskonale i przerażało mnie to. „Wiesz co teraz się stanie”. Z cienia wyszła postać, której bałem się najbardziej, która była przecież obecna w każdym z moich koszmarów.

Z cienia wyszedłem ja sam.

„Jesteś samotny. Zawsze już będziesz. Na końcu drogi nigdy nie będzie nikogo oprócz ciebie. Nikt tutaj nigdy nie dotrze.

Ale nie dlatego, że Oni nie mają tu wstępu, ale dlatego, że Ty ich tutaj nie wpuszczasz. Boisz się tego, co mogliby zobaczyć. Dlatego skończysz sam. Wczorajsi przyjaciele dziś są obcymi ludźmi. Rodzina nawet nie wie gdzie w tym momencie jesteś. A miłość?

Właśnie dziś zniknęła z serca kobiety, której byłeś najbliższy.”

*

Gruzja we mgle

Gruzja we mgle

Ocknąłem się w domu Dato. Zmartwieni gospodarze spoglądali mi w oczy, Srebrny Lis siedział w kącie milcząc. Za oknem świeciło słońce. Gdy opuszczaliśmy Kachetię, mgła i mrok przepadły, mieszkańcy znów bez lęku mogli wychodzić ze swoich domów. Nigdy nie dowiedzą się kto ich uratował, nie będą też wiedzieć jakim zrobiłem to kosztem.

Mrok i pustka przepadły. Nie zniknęły jednak z tego świata. Wessałem je w siebie.

Jeden komentarz

  1. Niesamowity klimat..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *