Islandia. Klątwa Gunvor.

Konik w stajni uwiązany,
usnął jeździec u Gunvor w gościnie.
Z otwartej w sercu rany
krew po ostrzu miecza płynie,
luli luli luli.
Nie miał go w opiece Bóg,
zginął jeździec u Gunvor w gościnie.
Kości rzucone czartu na próg,
krew po ostrzu miecza płynie,
luli luli luli.
Kolumkilli kocha się w krwi,
krew się leje u Gunvor w gościnie,
kto tam usnął na wieki już śpi.
Strumieniem po dolinie
krew płynie,
luli luli luli… *

 

Na dalekiej północy, w kraju skutym lodem, gdzie pod powierzchnią bulgoczą niekończące się połacie lawy, gniazdo swe założyła podła Gunvor. Czarownica od setek lat mrokiem i strachem rządzi lodową wyspą. Istniała jeszcze przed narodzinami czasu, była tam gdy ląd wynurzył się z mroźnych wód oceanu, będzie długo po tym, gdy zatonie. Setki lat temu przybrała jednak cielesną powłokę, obrzydliwą i okrutną. Powłokę, którą da się zniszczyć i w ten sposób osłabić jej moc – i to właśnie zadanie, które powierzył mi Fenris. Musiałem wyruszyć, w końcu złożyłem przysięgę.

*

Wiedźma próbowała powstrzymać mnie deszczem. Tym samym, nad którym panował Wilk, Fenris – mój patron. Będąc już na wyspie dowiedziałem się, że ulewy zerwały fragment drogi numer 1 na południu, w miejscu gdzie niemożliwy jest żaden objazd – oznaczałoby to, że mój plan okrążenia całego lądu spełzłby na niczym. Szybko zrozumiałem jednak, że to zwykły fortel – Gunvor chce bym myślał, że ukryła się tam, gdzie nie mogę dojechać, ja wiedziałem jednak, że powinienem jej szukać gdzie indziej.

*

Wiedziałem, że dopadnę ją na jednej z czarnych, pustych plaż północy. Jechałem godzinami, w milczeniu, wpatrzony w ciągnącą się przede mną czarną drogę. Dawno minąłem ludzkie osiedla, z czasem z krajobrazu zniknęły skały, źródła i wzgórza, ląd wyprostował się i płasko ciągnął po horyzont. Nie wiem co mną kierowało, ale wiedziałem, że muszę jechać przed siebie. Świat wokół nabrał barw, których nie potrafiłbym nazwać. Ja jednak nie widziałem tego wszystkiego. Patrzyłem przed siebie i jechałem.

Nie wiem ile czasu minęło, mogły to być godziny lub dni. Czas przestał płynąć w normalnym tempie. Nie było słońca ani księżyca, nie było północy, południa, wschodu ani zachodu. Znalazłem się poza realnym światem. Ja, droga i bezkres.

I oto w jednym momencie droga nagle się skończyła. Musiałem się zatrzymać i wysiąść z auta. Zacząłem iść. Stawiałem kolejne kroki, a każdy następny był cięższy od poprzedniego. Zapomniałem już gdzie jestem i po co idę, w mojej głowie pozostała tylko jedna wyraźna myśl – muszę iść dalej. Iść, nigdy nie zawracać, nie ważne co będzie na końcu drogi. Wszystko zaczęło być ciężkie – moje ubrania, buty, ramiona i nogi, powietrze i świat. Każdy kolejny krok przybliżał kres istnienia czarownicy, każdy sprawiał jej ból i usuwał jej cząstkę z tego świata.

Wszystko stawiało opór, wykonałem tysiąc kolejnych kroków i za każdym razem gdy myślałem, że to już ostatni i więcej nie dam rady, odnajdowałem w sobie siłę, by postawić jeszcze jeden. A potem jeszcze jeden. A potem jeszcze jeden…

I nagle wszystko się skończyło. Stałem na czarnej plaży, zupełnie samotny, twarz ogrzewało mi zachodzące słońce. Znów słyszałem szum morza i krzyki mew. Spojrzałem na swoje dłonie. Drżały. Morski, zimny wiatr owionął mi twarz i poczułem jak suszy łzy zmęczenia. Gunvor przestała istnieć. Pokonałem ją. Czułem, że świat jest już wolny od zła jakie niosła ze sobą, przynajmniej na jakiś czas.

*

Wiedźma odeszła, nie pojawi się już na wyspie za mojego życia, choć wiem, że wróci na pewno. Mnie już dawno nie będzie, lecz wciąż będą legendy o jej niszczycielskiej mocy i wciąż będzie Fenris, który wyśle kogoś innego, by zrobił to, co zrobiłem ja. Czarownica zginęła pod wpływem mojej silnej woli, walkę z nią okupiłem jednak ogromnym cierpieniem. Droga, którą przeszedłem wiodła do pokonania czarownicy, rzuciła ona jednak klątwę na moją ścieżkę. Każdy kolejny krok rozrywał mi duszę, targał ją na strzępy. Jej fragmenty zabierał zimny, północny wiatr i niósł, hen daleko za krańce świata, w różne krainy i różne czasy, a ja, jeśli będę miał tyle siły, wyruszę kiedyś by te fragmenty odnaleźć i pozbierać.

Moja dusza istnieje więc w wielu miejscach, sprawiając, że za wszystkimi tęsknię i wszystkich poszukuję. Gunvor rzuciła na mnie klątwę, przez którą nigdy nie zaznam już spokoju. Być może znajdę wszystkie fragmenty mojej duszy, być może poskładam je w całość, ale na zawsze pozostanie to już dusza raz rozerwana na strzępy. Czarownica zmusiła mnie bym szukał zaginionych światów. Emocji i fascynacji, które dawno przeminęły, rozpłynęły się w czasie i odeszły razem z pokoleniami odkrywców. Ja nigdy nie będę jednym z nich.

Zrozumiałem, że moje podróże to bezcelowe krążenie po świecie w poszukiwaniu tego, co już nie istnieje. W poszukiwaniu uczuć, których ten świat nie jest w stanie już wykrzesać. Wieczna tęsknota – oto co mi pozostało. Tęsknota za wieczorami spędzanymi z rodziną przy stole, gdy za oknem słychać jedynie ujadanie psa. Tęsknota za czasem, gdy nie było internetu, a wieczory spędzało się przy książce. Tęsknota za światem, który nie przemija. Pojąłem, że nigdy tego nie odnajdę, bo to wszystko – już nie istnieje.

*wiersz z książki „Niezależni” Halldóra Laxnessa.

2 komentarze

  1. Piękna historia, idealna na książkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *