Paryskim krokiem

Stara płyta winylowa trąbką Sidneya Becheta rozlewała wokół atmosferę Paryża. Małe mieszkanko na Meudon pachniało żółtym serem, szynką, pieczarkami oraz białym, słodkim winem, które nijak pasowało do słonych naleśników. Na parapecie, pomiędzy doniczkami kwitnących nasturcji chłodziły się kolejne butelki szlachetnego trunku. Wyglądając przez okno obserwowałem elegancko ubranych i zmęczonych po pracy Francuzów, których z ulicy szybko wyganiał wieczorny, marcowy mróz. Trąbka jazzowego mistrza cichła wraz z pustoszejącą ulicą.

Paryż Zwiedzanie

O północy w Paryżu

„Mieszkanie odziedziczyłem po dziadku” – wspominał Hugo, przyjaciel, którego poznałem kilka lat wcześniej w Stanach Zjednoczonych – „przed remontem miało 5 pomieszczeń”. Rozejrzałem się po niewielkim, ale przytulnym i doskonale urządzonym apartamencie. Stolikiem w saloniku była drewniana szpula na kable, którą młody inżynier zachował sobie po praktyce studenckiej, telewizor stał na starych szpitalnych szufladach na akta pacjentów – rodzice Hugo są lekarzami. Szafka, na której stał gramofon, wypełniona była gromadzonymi przez lata winylami – jazz i muzyka klasyczna, pośród nich Sidney Bechet oraz oczywiście Chopin. „5 pomieszczeń. Przerobiłem to na 2, teraz jest więcej miejsca” – Hugo dumnie omiatał wzrokiem swoje cztery kąty. „Przede mną mieszkała tutaj pewna starsza Pani, zostawiła po sobie kilka gratów” – wskazał zabytkowe ryciny na ścianach, które przedstawiały XIX-wieczne panoramy Paryża – „myślę, że inwestycja w mieszkania to najlepsza inwestycja. Mój ojciec pochodzi z rolniczej rodziny, sam dopracował się wszystkiego”. Dziś rodzina Hugo mieszka w jednej z najdroższych stolic świata, synowie mają swoje własne apartamenty na przedmieściach, a rodzice mieszkali w domu pod Paryżem, który niedawno zamienili na kamienicę w centrum. Do tego dwa mieszkanka letniskowe w Alpach. „Chciałbym pomnożyć majątek, który dostanę po rodzicach. To najlepsze co możesz w życiu zrobić”.

Fiat 126

Fiat 126

Fiat 126, włoska, pierwotna wersja naszego Malucha. Lusterko jedynie z lewej strony, nie można otwierać szyb z tyłu, 4 biegi, przed uruchomieniem trzeba włączyć ssanie. Kolor turkusowy. „Silnik przemalowałem na czerwono, teraz wygląda jak Ferrari”. Paryż z okien Maluszka wygląda zupełnie inaczej – ludzie spoglądali na nas uśmiechnięci, machali rękami. Wieża Eiffla dużo chętniej przeglądała się w wypolerowanej karoserii włoskiego pożeracza szos. Żadnych problemów ze znalezieniem miejsca do parkowania.

Hugo mógł spędzić z nami tylko jeden dzień, starał się więc pokazać nam jak najwięcej. Kochający własne miasto Francuz to najlepszy możliwy przewodnik. „Klasyczny Haussman, balkony na drugim i piątym piętrze” – wskazywał charakterystyczne kamienice Paryża. „Te wieżowce powstały w latach 70. Była wówczas moda na mieszkanie w wieżowcach” – pokazywał drapacze chmur w 14. Dzielnicy. „Przy tej fontannie, wieczorami widać młodych chłopców z kwiatami, którzy czekają na dziewczyny. Tutaj umawiają się na pierwsze randki” – opowiadał gdy w okolicach Dzielnicy Łacińskiej podziwialiśmy Fontannę Św. Michała.

Crepes, wino i szpula po kablach

Crepes, wino i szpula po kablach

Zobaczyliśmy Teatr de la Huchette, gdzie nieprzerwanie od 1957 roku grają absurdalne jednoaktówki Eugene Ionesco – „Lekcję” oraz „Łysą Śpiewaczkę”. Widzieliśmy dawną fabrykę czekolady o nazwie „Au Nègre Joyeux” co przetłumaczyć można jako „Wesoły Czarnuch” – nie wiadomo co jest bardziej obraźliwe i rasistowskie: użycie słowa „czarnuch” w nazwie, to, że była to fabryka czekolady czy fakt, że na budynku zawieszono obraz (który wciąż tu zresztą jest, ale dziś jedynie jako ciekawostka), na którym czarnoskóry służący bądź niewolnik z szerokim uśmiechem obsługuje białą panią domu. Hugo zabierał nas w miejsca bardziej i mniej popularne, pokazał całodobową jadłodajnie – miejsce pielgrzymek głodnych imprezowiczów wracających nad ranem do domu. „Jedzenie tu jest ohydne, ale to jedyne miejsce, gdzie o tak późnej godzinie można coś jeszcze zjeść”. Idąc wzdłuż Sekwany pokazywał słynne uliczne księgarenki – „W czasie okupacji Niemcy zabraniali handlu książkami w języku francuskim, można je było nielegalnie zdobyć właśnie tutaj”.

Wieża Eiffla

Wieża Eiffla

Anna-Laura, dziewczyna Hugo, z którą dzielił mieszkanie, pracę kończyła dość późno. „We Francji obowiązkowy czas pracy to 35 godzin tygodniowo, ale nikt tyle nie pracuje – wszyscy pracują dużo więcej”. W pracy jesteś więc tak długo, jak długo jest coś do zrobienia. W Polsce nie przyjęłoby się to, a przynajmniej jeszcze nie dziś. Francuzi godzą się na taki obrót spraw, ale między naszymi krajami jest jedna zasadnicza różnica – tam wypłatę dostaje się w pieniądzach, a nie w obietnicach i punktach payback. Anna-Laura zaczynała więc pracę o 7 rano, a do domu wracała późnym wieczorem. Zebraliśmy ją po drodze do baru, w którym pracował brat Hugo – lokalu urządzonego na pokładzie barki rzecznej. Koledzy Hugo dali nam spróbować kilku nowych drinków, a Anna-Laura próbowała nauczyć się polskiego, jednak jedyne co jej wychodziło to „siku” oraz „kocham cię kobieto” – „mężczyzno” to zdecydowanie zbyt trudne słowo jak na pierwszy kontakt z językiem polskim. Wymsknęło jej się nawet: „Pokaż mi jak to się pisze, będzie mi łatwiej zapamiętać”… Brat mojego francuskiego przyjaciela, gdy podszedł się przywitać, zapytał natomiast jak podoba nam się jego bar – „Czujecie się jak w Polsce, co? Wszystko drewniane!”. Kazimierz Wielki przekręcił się w grobie.

Nie umiałem nie porównywać Paryża do Nowego Jorku. Dwa wielkie miasta, które przy wielu okazjach wymieniane są w jednym zdaniu. Stolice mody, sztuki i pasji. Paryż jest „szerszy”, bardziej przestrzenny i dużo bardziej XX-wieczny w wyglądzie. Wydaje się też bardziej życzliwy. Za krótko tam byłem, by móc oceniać go bardziej – wrócę jednak po więcej.

Katedra Notre-Dame

Katedra Notre-Dame

Najłatwiej porównuje się miasta trafiając w miejsce, które w jakiś sposób je łączy. Metro. Inna muzyka, inna sztuka uliczna, inaczej zaprojektowane perony. Inny klimat. Choć wszystkie podmiejskie pociągi mają coś, co wszędzie jest takie samo – armię oślepionych bladym światłem telefonu zombie, ogłuszonych plastikowymi słuchawkami cyborgów, którzy wlewają i wylewają się z każdego pociągu w milczeniu przepychając się przez tłum. Czasem można natknąć się na ludzi – można poznać ich po tym, że rozmawiają, czytają książkę lub rozglądają się wokół. Ci pierwsi, najbardziej denerwujący, hałasując zakłócają spokój podróżnym. Ci drudzy to hipsterzy lub po prostu starsza wersja tych z telefonami. Trzeci natomiast to dzieci, bądź turyści.

Przez kilka dni Wieża Eiffla obserwowała nas wnikliwie. Patrzyła gdy kosztowaliśmy słynnych ciasteczek makaroni, naleśników crepe, francuskich serów i win. Pozowała i prężyła dumnie, gdy tylko celowałem w nią aparatem. Mrugała do nas co godzinę. Patrzyła gdy odwiedzaliśmy księgarenkę „Shakespeare and Company”, wzruszyła się gdy na cmentarzu Pere Lechaise oddaliśmy hołd jednemu z największych Polaków – Chopinowi, uśmiechnęła ponownie, gdy w tym samym miejscu zatrzymaliśmy się przy grobowcu Heloizy i Abelarda. Kochanków, bo gdzie lepiej zrozumiesz ideę miłości niż w Paryżu?

Paryż

Paryż

Zasłoniła się jednak chmurami w dniu, w którym wyjeżdżaliśmy. Nie chciała byśmy widzieli, jej smutek.

Z mieszkania Hugo do dworca dojechaliśmy turkusowym Maluchem. Ja prowadziłem. Sprzęgło ciężko chodziło, a w czasie jazdy nie można wrzucać jedynki. Gdy skrzynia zgrzytnęła mi dwa razy, Hugo spojrzał na mnie z kiepsko skrywaną złością w oczach i spokojnym głosem, pilnując by na mnie nie krzyczeć, przypominał zasady jak obchodzić się z jego drogocennym Fiatem. Nie łatwo we Francji o dobre części do Malucha – te trzeba sprowadzać aż z Polski. Obiecałem przyjacielowi jednak, że kiedy mnie odwiedzi, zaprowadzę go do garażu mojego dziadka, gdzie przez kilka dekad urzędowały właśnie Maluchy. Na pewno z graciarni dziadka wygrzebie kilka sprzętów, które dla mnie są złomem, a dla niego będą skarbem. Prując ulice Paryża włosko-polskim cudem techniki spytałem Hugo jakie są francuskie skojarzenia na temat Polaków, jaki jest stereotyp. Pracownik budowlany – odpowiedział – oraz wysoka jakość wykonanej pracy.

Ulice Paryża

Ulice Paryża

Przy dworcu znaleźliśmy mały skrawek parkingu równolegle do chodnika. Miejsca dokładnie tyle ile zajmowało auto, za mało jednak by móc nim tam wjechać. Załatwiliśmy to więc bardziej po męsku – Hugo wjechał na tyle na ile się dało, wysiadł, złapaliśmy za nadkola i podnosząc Malucha wsunęliśmy go na miejsce. Dostaliśmy brawa od przechodniów za pomysłowość.

Wyjeżdżając wymusiłem na Hugo i Annie-Laurze obietnicę odwiedzin w Polsce.

Wrzesień.

Tatry.

3 lata wcześniej. Góry Pocono, Pensylwania, USA.

Hugo wraz z przyjacielem – Jorge z Madrytu – odwiedzili mnie z butelką zimnej whiskey w rękach. Drinkami raczyliśmy się w towarzystwie kilku innych Polaków – głównie Polek. Gdy wyszliśmy na papierosa rozmawialiśmy akurat o muzyce elektronicznej. „Najlepsi DJ-e są z Francji!” – dumnie krzyczał Hugo i wymienił m.in. Daft Punk, który właśnie święcił triumfy. Przyznaliśmy mu rację – niech ma. „My jesteśmy najlepsi w sporcie” pewnie odpowiedział Jorge „Mistrz świata w piłce nożnej, mistrz Europy w piłce nożnej, mistrz świata w tenisie, mistrz świata w Formule 1 – Hiszpanie”. Nie da się zaprzeczyć, pokiwaliśmy z Hugo głowami w geście uznania. Spojrzałem na nich, pociągnąłem papierosa i głosem pewnym siebie jak nigdy w życiu powiedziałem: „My mamy najpiękniejsze kobiety”. Oczy im błysnęły, uśmiechnęli się do mnie. „To prawda” – powiedzieli – „macie najpiękniejsze kobiety”. Nie zamieniłbym tego uczucia nawet na mistrzostwo świata w piłce nożnej.

Paryż Zwiedzanie

Ferrari

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *