Mumbajski wymiar biedy

Gdy wiedziałem, że miasto nie zaoferuje mi więcej, niż pełne naganiaczy ulice przy zabytkach, których historii i znaczenia bez przewodnika i tak nie poznam, zacząłem zapuszczać się w uliczki Mumbaju i gubiłem na całe godziny, by bezcelowo poszwendać się po okolicy. W Colabie, idąc wzdłuż zachodniego wybrzeża, przechadzałem się po nadmorskich slumsach i choć bieda wręcz drapała po oczach, to na przyjaznych twarzach mieszkańców widać było ten beztroski, szczery uśmiech – ten, który zakwitnąć może tylko na ustach człowieka, który nie posiada absolutnie niczego.

Mumbai zwiedzanie

W drodze do szkoły

Gdy z jednej z takich wypraw w dzielnicę, której nazwy nie potrafię wymówić, wróciłem w okolice Wrót Indii, podeszła do mnie kobieta niosąca na rękach mniej więcej dwuletnie dziecko. Była ubrana w piękną, czarną suknię ze złotymi wykończeniami. Zapytała czy może mi jakoś pomóc, skąd jestem i jak mam na imię, pokazała mi swojego synka, Simona. „Ja na trzecie imię też mam Szymon”, powiedziałem. Uśmiechnęła się. Dzieciak gapił się na mnie czarnymi oczkami, a matka zaczęła iść obok. Nie wyglądała na żebraczkę, ale wiedziałem, że zaraz poprosi o pieniądze.

25% społeczeństwa nie ma dostępu do edukacji

25% społeczeństwa nie ma dostępu do edukacji

Poprosiła o jedzenie dla dziecka.

Musiałem odmówić – nakarmiłem mojego złego wilka. Odmawianie pomocy to zdecydowanie najgorsza strona podróży. Ilu ludziom dziennie można pomóc? Ilu oddać swoje pieniądze? Czy w ogóle powinno się to robić? W ciągu najbliższych tygodni jeszcze tysiące osób zapyta mnie o to samo i też będę musiał powiedzieć „nie”. Przecież nie stać mnie na to, żeby każdego dnia ratować świat. Nie kupiłem jedzenia głodnemu dziecku, odwróciłem się, pomruczałem coś pod nosem i poszedłem w drugą stronę.

Wiem – ty byś kupił. Dobrze. Czytaj dalej.

Mecz krykieta

Mecz krykieta

Innego dnia, po godzinach wałęsania się po dzielnicy Bandra, usiadłem w małej kawiarence. Byłem głodny, bolały mnie nogi, zdradzieckie nadmorskie słońce spaliło mi skórę. Marzyłem o kawie. Usiadłem przy stoliczku z widokiem na Ocean Indyjski i rosnące na jego brzegu palmy. Raj. Zamówiłem dużą kanapkę i capuccino. Gdy zacząłem jeść, do schodów przy wejściu podszedł mały chłopczyk, nie mógł mieć więcej niż trzy latka – spojrzał na mnie i paluszkiem pokazał na chleb. Po około dwóch minutach z kawiarni wyszedł chłopak, który odgonił malucha. Nie oddałem głodnemu dziecku kanapki za cztery złote. Dwie minuty udawałem, że go nie widzę, by nie oddać mu mojego jedzenia.

Oceniłeś mnie? Cudownie. Czytaj dalej.

W Indiach prawie połowa dzieci jest niedożywiona

W Indiach prawie połowa dzieci jest niedożywiona

Pewnego razu przysiadłem na wałach przy brzegu oceanu. Robiłem zdjęcia wybrzeża. Podeszły do mnie dwie dziewczynki. Jedna bardzo malutka, druga już nastoletnia. Poprosiły, czy nie mógłbym im zrobić zdjęcia – wielu Hindusów prosi o to, bawi ich, gdy białas robi im fotkę Dużym Aparatem i nigdy nie chcą nic w zamian. Ale nigdy nie proszą o to dziewczynki – tylko chłopcy i mężczyźni. Tipika i Laksmi, siostry, obie śliczne. Malutka przyglądała mi się podejrzliwie, a starsza zaczęła opowiadać o swojej szkole. Po pięciu minutach poprosiła o to, bym kupił jedzenie dla jej rodziny. No tak. Spojrzałem na nią, spytałem jaki jest jej ulubiony przedmiot w szkole.

Miliony mieszkańców mają problem z dostępem do wody pitnej

Miliony mieszkańców mają problem z dostępem do wody pitnej

Za mniej więcej trzysta rupii, czyli równowartość około szesnastu złotych, kupiłem dziewczynce jedzenie, które wskazała mi w sklepie – ryż, miód oraz rzeczy, których nie potrafię nazwać. Do tego dołożyłem dwa wafelki dla niej i jej kuzyna, który się do nas przyłączył – mała Tipika nie poszła z nami do sklepu. „Jutro mam urodziny, ale nie mam tortu”, powiedział Rhuit, „Przyjdziesz?”. Nie przyjdę, mały. Ciesz się, że dostałeś wafelka – mogłeś przecież trafić jak ten spod kawiarni. Ten, któremu nie oddałem kanapki, a przez którego tak żarło mnie sumienie, że po kilku minutach zacząłem go szukać.

Wewnętrzne bydle jakie stworzył we mnie ten mały Hindus, przegrało na szczęście walkę z moją godnością. Dopiłem kawę, zapakowałem kanapkę w serwetkę i poszedłem znaleźć tego małego skurczybyka – znajdę cię i nakarmię tak, że się zesrasz mały gnojku! Jak mogłeś ze mnie, cywilizowanego, wspaniałomyślnego Europejczyka tak bezczelnie zrobić ostatnią świnię?!

Domy mieszkalne

Domy mieszkalne

Nigdzie go już niestety nie było. Zauważyłem jednak inne dzieci żebrzące o jedzenie. Usiadłem na murku, wystarczyło, że dzieciaka złapałem wzrokiem – widzi białasa, podbiega od razu. Wyciągnął do mnie rękę, pewnie nie potrafił jeszcze dobrze mówić. Wręczyłem mu kanapkę z kurczakiem. Oczy mu rozbłysły. Gdy jadł, uśmiechał się i kręcił w kółko podskakując. Tańczył z radości, bo dostał pół obgryzionej kanapki.

Czy wyczyściłem sumienie? Nie. Kanapkę oddałem nie temu dziecku, które mnie o nią prosiło. Przestałem być ostatnią świnią? Nie. W ciągu kilku dni pobytu w Mumbaju o jedzenie poprosiło mnie kilkadziesiąt osób – dorosłych i dzieci i o wszystkich mógłbym opowiedzieć historię. Wszystkim odmówiłem pomocy.

Dobry wilk dostał ochłapy, złego karmię hinduskimi dziećmi.

Mumbai zwiedzanie

Ten napis nie może zmienić świata. Ty możesz.

Jeden komentarz

  1. Niestety… Dawanie i odmawianie to najtrudniejsza strona podróży. Zwłaszcza w Indiach. Nigdy nie ma pewności czy pomagasz w beznadziejnej sytuacji, czy szkodzisz, przyzwyczajając do żebractwa i tym pogłębiając upokorzenie. Nigdy nie wiadomo czy dawanie pieniędzy/jedzenia jest najlepszą pomocą w tym konkretnym przypadku. Będąc gdzieś w podróży jesteś jak zjawa, która przelatuje i znika. NIe zdążysz w pełni zrozumieć świata, który obserwujesz.
    W Indiach są całe gangi wyspecjalizowane w żebraniu. Często wykorzystują dzieci, okaleczając je brutalnie (nawet oślepiając), by budziły jeszcze większą litość. Proceder taki jest opisany bodajże w „Bombaj, Maximus City” Sekutu Mehty (wyszła po polsku). Często dzieciaki same nieźle udają, by wzbudzić litość. Polecam film „Wilczęta” (był m.in. na TVP Kultura), który pokazuje dzieci ulicy z Katmandu i ich sposoby na żebranie oraz na wykorzystnie zarobionej kasy – hazrad, klej lub gandzia i tym podobne rozrywki, choć wielu z nich nie ma więcej niż 10 lat. W Katmandu mają np. świetny sposób na „pomoc rodzinie”, na który sam nieomal dałem się złapać. Podczas zwiedzania miasta podchodzi do ciebie uśmiechnięty dzieciak i zagaduje skąd jesteś, co robisz, itp. Potem stwierdza, że fajnie, pochodzi trochę z tobą, bo nie ma co robić, a przy okazji podszkoli swój angielski. Sposób stary jak świat… Oczywiście oddala wszelkie sugestie, że nie potrzebujesz przewodnika, bo on „nie chce za to kasy”, chce tylko trochę pogadać. No więc chodzisz z nim, on pokazuje ci to i owo, czasem recytując sztampowe informacje z przewodnika, a czasami opowiadając fajne historie z życia codziennego miasta. Kiedy macie się rozstać, dzieciak nieśmiało pyta czy mógłbyś mu pomóc i kupić trochę mleka i ryżu na obiad dla rodziny, bo nie bardzo jest co jeść w domu. Myślisz, „kurcze chłopak nie żebrze o kasę, ale chce po prostu coś zjeść”, no i wiadomo, ulegasz. Chłopak prowadzi cię długo i daleko, mijając wiele sklepów, bo „zna taki, gdzie jest najtaniej”. Na miejscu oczywiśćie pokazuje o jakie mleko mu chodzi i wybiera 5-litrową puchę eksportowanego mleka skondensowanego w proszku i 10 kilowy worek ryżu, a sprzedawca rzuca kwotę rzędu 30-40 $. Surprise! Deal jest taki, że jeśli dasz się w to złapać (a widziałem takich, którzy ulegli), to chłopak oczywiście wielbi cię i ściska wzruszony wśród tryskającyh łez, a potem wraca do sklepu oddaje fanty sklepikarzowi i dzielą się kasą. Proste? Proste.
    Czy to oznacza, że nie należy nic nikomu dawać? Na pewno nie. Wśród cwaniaków mnóstwo jest prawdziwej biedy i nieszczęścia, przy których nasza najczarniejsza, polska, czy europejska bieda byłaby dla HIndusa czy Nepalczyka komfortem i luksusem. Nie przesadzam. Tyle, że nigdy nie wiadomo, kiedy dać, a kiedy odmówić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *