Podkarpacie winem stoi

Oto teren, gdzie na co drugim skrzyżowaniu stoi kapliczka z figurą Matki Boskiej. Teren, który zamieszkiwali niegdyś Łemkowie, przesiedleni później w głąb Polski, Rosji i Ukrainy, a gdzie wśród leśnych gąszczy natknąć się można na stare, malownicze cerkwie. Rejon, w którym sto lat temu świat, za sprawą Ignacego Łukasiewicza, odkrył siłę ropy naftowej, a gdzie przed ćwierćwieczem Polska pokazała Europie, że na mroźnej północy również można hodować winogrona i wyciskać z nich najszlachetniejszy z trunków. Oto Podkarpacie, ziemia graniczna, gdzie w starych, przydomowych lepiankach ludzie trzymają rdzewiejące kałasznikowy, w ogródkach rdzewieją zabytkowe auta, a w stolicy regionu niedawno otwarto najnowsze lotnisko w Polsce.

Zrujnowana Warszawa

Zrujnowana Warszawa

Niewielkie podkarpackie Jasło odwiedziłem w pierwszej połowie lipca. Spokojny oddech lata powoli prowadził mnie wąskimi uliczkami miasta. Odwiedziłem niemal wszystkie jego zakątki – od przepięknego cmentarza przy rzeczce, po najsłynniejszą w mieście restaurację, którą niedawno na nogi postawiła Magda Gessler.

Cmentarz nad rzeczką

Cmentarz nad rzeczką

W Polsce dopiero całkiem niedawno pojawił się trend celebrowania własnej tożsamości – narodowej i regionalnej. Ludzie chcą skądś być, chcą się wyróżniać i chcą mieć „swoje”. Widoczne jest to w zachowaniu tutejszych mieszkańców, którzy chętnie wprowadzają w miejscowe tajemnice jeśli tylko wykaże się odrobinę zainteresowania ich ziemią. Widoczne jest to w menu tutejszych restauracji, które nie serwują już hamburgerów i schabowego z ziemniakami, ale gołąbki ze śliwowicą czy tzw. barszcz czerwony z górą – potrawy charakterystyczne dla Podkarpacia. Co raz mniej jest kiczowatych fast-foodów i przydrożnych pizzerii, które odstraszają nie tylko śmierdzącą olejem kuchnią, ale i tanim, plastikowym szyldem obwieszczającym, że otwarte jest tu całą dobę. Kuchnia regionalna, wystrój regionalny – po to przecież odwiedzasz konkretny region, aby go poznać. W każdy dostępny sposób.

Park Miejski. Pomnik Nieznanego Żołnierza oraz Kościuszki

Park Miejski. Pomnik Nieznanego Żołnierza oraz Kościuszki

Jasło zostało całkowicie zniszczone w 1944 roku, gdy Niemcy wycofywali się z Polski. Ocalało zaledwie kilka kamieniczek, a jedynym bardziej zdewastowanym miastem w Polsce po wojnie była… Warszawa. Bolesna historia miejscowości podkreślana jest kilkoma tablicami pamiątkowymi rozsianymi między zabudowaniami. W małym skwerze przy ulicy Staszica znajduje się Pomnik Armii Krajowej – postawiono go w miejscu, gdzie miała miejsce brawurowa akcja podziemnego wojska polskiego. 5 sierpnia 1943 roku oddział AK wtargnął do stojącego tutaj wówczas więzienia i uwolnił 66 przetrzymywanych tu więźniów politycznych.

Jednym z piękniejszych zakątków miasta jest Park Miejski, gdzie przy szemrzącej fontannie nastolatkowie rozsiadają się na tutejszych ławeczkach. Tutaj również postawiono pomnik upamiętniający wydarzenia 1939-45 – płytę ku czci Nieznanego Żołnierza. Znajduje się tu również pomnik jednego z największych Polaków – Tadeusza Kościuszki. Całkiem podobny do tego ze Scranton w Pensylwanii.

Pałac Sroczyńskich

Pałac Sroczyńskich

W mieście znajduje się też zabytkowy cmentarz żydowski, ale ten zamknięty jest na cztery spusty i niedostępny zwiedzającym. Otaczają go tajemnice i sprawy, w które nietutejszym lepiej się nie mieszać.

Perłą architektoniczną miasta jest natomiast neogotycki Pałac Sroczyńskich – budowla powstała w 1896 roku, a obecnie znajduje się tu siedziba Zespołu Szkół Medycznych.

Dumą Jasła jest dziś jednak wino. Mniej więcej przed ćwierćwieczem na zboczach tutejszych gór założono pierwsze polskie winnice. I nie mówimy tu o sadach jabłkowych – wino powstaje bowiem z winogron.

Piwniczka winnicy

Piwniczka winnicy

Wydawałoby się, że Polska zbyt mroźna jest by ten szlachetny trunek można było tu produkować – nic bardziej mylnego. Jaślanie od trzech dekad toczą wina każdego gatunku, a tutejsze wyroby zdobywają coraz więcej uznania w oczach reszty Polski oraz świata. Na jednym z miejskich rond posadzone jest nawet kilka winorośli, co jeszcze lepiej podkreśla charakter miasta.

Odwiedziłem winnicę Dwie Granice, jedną z lepszych wytwórni wina w Polsce, która rocznie produkuje go około pięć tysięcy butelek. Podjęty zostałem jak gość honorowy – poczęstowano mnie winem Rondium z rocznika 2012 – ponoć jednym z najlepszych, jakie tutaj powstało. Oprowadzono po winnicy opowiadając o procesie tworzenia wina, o zagranicznych i krajowych przygodach tutejszych winiarzy, poczęstowano wyjątkowym winem z winogron zebranych już po pierwszych przymrozkach. Ten specjał tutejszego mistrza winiarzy miał delikatny, ananasowo-brzoskwiniowy posmak. Piwnica wypełniona była różowiejącymi beczkami i zabutelkowanym już, leżakującym winem. Z piwniczki wyszedłem bogatszy o czerwone, wytrawne Rondium oraz białą, półsłodką Sibonę.

Kościółek św. Doroty

Kościółek św. Doroty

Pogoda była niestety najgorsza z możliwych – deszcz siąpił niemiłosiernie, szaruga zabijała wszystkie krajobrazy – oraz moje zdjęcia. Odwiedzanie zbocza, na którym rosła winorośl było więc w tej sytuacji bez sensu, tym bardziej zaglądanie do innych winnic. Dotarłem jednak do innego bardzo ciekawego miejsca – XV-wiecznego, drewnianego kościółka św. Doroty, który niebawem dopisany ma być do listy drewnianych kościołów południowej Małopolski, trafić ma więc na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

I od razu wytłumaczę wszystkim, którzy oburzyli się „Jak Małopolska, skoro Podkarpacie?!” – Małopolska to historyczny region obejmujący dziś mniej więcej rejony Kraków-Rzeszów-Lublin-Kielce. Omyłkowo dzieli się obecnie polskie krainy tak, jak podzielone zostały województwa. Co prawda ziemie wokół Rzeszowa to wciąż Podkarpacie – nie zabrania im to jednak być jednocześnie Małopolską. Podobnie jest z moim rodzimym Kłobuckiem w województwie Śląskim – na moich ziemiach nie mieszka nawet pół rodowitego Ślązaka.

Deszczowe Jasło

Deszczowe Jasło

Tego samego, deszczowego dnia odwiedziłem jeden z najbardziej wyjątkowych polskich skansenów, który obok Wioski Słowian i Wikingów na wyspie Wolin oraz Biskupina tworzy na nowo i weryfikuje historię Polski, Słowian i terenów między Bugiem, a Odrą.

Cztery tysiące lat temu na zielone Podkarpacie przybyło wędrowne plemię walecznych wojowników. Na brzegu rzeki Ropy znaleźli oni wzniesienie, które wydało im się idealnym miejscem na wybudowanie warownego grodu. Wypalili trawy, wznieśli wały i umocnili się tworząc jedną z najpotężniejszych twierdz tej części świata.

Kultura Otomani-Füzesabony, bo tak nazywali się przybysze, stworzyła coś, co od dekad zaskakuje historyków i archeologów. Piszę „od dekad”, bo wykopaliska w Trzcinicy, gdzie mieści się Karpacka Troja sięgają zaledwie początku lat 90.

Karpacka Troja

Karpacka Troja

Aby lepiej zobrazować fenomen tych odkryć należy dobrze zrozumieć czas budowy grodu – mniej więcej dwa tysiące lat przed naszą erą, a więc w czasie, gdy w Egipcie powstawały piramidy. Już wówczas na mroźnej północy, która Herodotowi, a więc przedstawicielowi kultury starszej kilkanaście stuleci, wydawała się niezdatna do życia,  istniały kultury, o których dziś wciąż wiadomo niewiele.

W budynku głównym ośrodka, gdzie znajdują się kasy, restauracja oraz baza wciąż pracujących archeologów, mieści się ekspozycja, na której podziwiać można najciekawsze odkrycia oraz makiety przedstawiające starożytne oraz średniowieczne dzieje grodu. Wykopane spod ziemi znaleziska wskazują, że kultura Otomani- Füzesabony miała kontakty handlowe z krajami i miastami basenu Morza Śródziemnego. Pośród eksponatów warto zwrócić szczególną uwagę na misternie wykonaną, srebrną głowicę pochwy miecza, która wskazuje jak dalece rozwinięta była sztuka, a więc i kultura, tego plemienia.

Gdy wyjeżdżałem starożytni bogowie gniewali się, że tak łatwo o nich zapomniano. Trzy miejscowe rzeki wezbrały i zalały tutejsze drogi oraz pola. Powódź nie była jednak duża – było to tylko ostrzeżenie od Peruna, który powoli znów budzi się do życia.

 

Wino z polskiej winnicy

Wino z polskiej winnicy

3 komentarze

  1. hotelwradomiu.pl

    Kiedyś kochaliśmy wszystko co obce. Teraz wreszcie zaczynamy doceniać to co „nasze”:)

  2. Biuro rachunkowe Rybnik

    Śliczny pałacyk :) Cmentarz też niczego sobie – taki inny. Winka tez by się z przyjemnościa skosztowało

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *