Caballero Dormiente

Zakopane, Zakopane. Są tu piękne dziewczyny, są wspaniałe góry, jest pyszny oscypek i dużo jagnięciny. Gdy przyjedziesz do Zakopanego, porzuć swoje troski, bo oto jesteś na ziemiach, gdzie rządził Władysław Zamoyski.*

* Mojego autorstwa przeróbka hiszpańskiej pieśni „A la Mancha Manchega”.

Kalatówki

Kalatówki

 

Polska, a więc i Zakopane, już dawno zostały odkryte przez Europę. Rosjanie uwielbiają spędzać u nas ferie zimowe, Niemców i Francuzów urzeka kultura Podhala i smak oscypka z żurawiną, a Anglicy odwiedzają Zakopane w pakiecie z weekendem w Krakowie. Od kiedy Stary Kontynent zrzucił z siebie jarzmo granic i gdy do reszty skruszona została żelazna kurtyna, podróżowanie stało się łatwe, a kraj nad Wisłą zaczął zaskakiwać. Dziwi piękno państwa, które wciąż po kostki stoi w bagnie komunizmu. Dziwi bogactwo kraju wielokrotnie zniszczonego przez wojenne pożogi. Dziwi wreszcie kultura – no bo jak to, Polska i Rosja to nie to samo? Jest jednak kraj, europejski lecz daleki, który Polski jeszcze nie odkrył. „Blada skóra, blond włosy i zimno” – tak w trzech słowach swoje skojarzenia z Polską opisują Hiszpanie, którzy nigdy nad Wisłą nie byli. Wyjeżdżają jednak z całkiem innym wizerunkiem.

Szlak na Giewont

Szlak na Giewont

Javier przebywał w Polsce od dziesięciu miesięcy. Student, inżynier, specjalista od technologii wodorowych. Ostatni rok studiów postanowił spędzić za granicą – trafiła mu się Politechnika Opolska. Walizka pełna kurtek i swetrów, rady od rodziców, aby ciepło się ubierać, żarty kolegów o tym, że tak zły kraj mu się trafił – nudno, zimno i brzydko. „Nie tego się spodziewałem przyjeżdżając do Polski” powiedział mi Javier pewnego majowego wieczoru, gdy siedzieliśmy w ogródku przy grillu, a przez kraj przetaczała się akurat fala upałów. Często zresztą zdarzało mu się powtarzać to zdanie.

Poznaliśmy się na kursie języka hiszpańskiego, gdzie Jesus Javier był lektorem. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, a lekcje z ponurej sali lekcyjnej przeniosły się do kawiarni i pubów. Javi bardzo interesował się Polską, w ciągu dwóch semestrów sporo nauczył się na temat historii kraju nad Wisłą, odwiedził Kraków i Wrocław, Góry Stołowe i zabytki Opolszczyzny, zaskakująco dobrze opanował podstawy języka polskiego – jedynie deklinacja sprawia mu kłopot, ale znam Polaków, którzy zasady naszej gramatyki znają słabiej od niego. Javier potrafi poprawnie wypowiedzieć „stół z powyłamywanymi nogami”.

Widok na Tatry Zachodnie i Caballero Dormiente

Widok na Tatry Zachodnie i Caballero Dormiente

Na ostatni tydzień w naszym kraju Javi zaprosił do Polski swojego brata, Andresa, który nigdy nie był ani u nas, ani w ogóle we Wschodniej Europie. „Co powinienem pokazać bratu w Polsce?” – zapytał mnie mój hiszpański przyjaciel na kilka dni przed przyjazdem krewnego z Alicante.

Widok na Halę Kondratową

Widok na Halę Kondratową

W sobotę, 28 czerwca, przejeżdżaliśmy już przez Zakopane. „Nie tego się spodziewałem” – powiedział Andres z błyszczącymi oczyma podziwiający piękną zakopiańską architekturę.

Przy grillu, polskiej kiełbasie, polskim piwie i polskiej wódce opowiadaliśmy Andresowi o kraju, w którym się znalazł. Zaciekawiony różnicami rozpoczął grę – opisz proszę Hiszpanię w 3 słowach. „Czarne włosy, gorąco i flamenco” – odpowiadam śmiejąc się. Ale ciekawsze przecież co on ma do powiedzenia, w końcu o Polsce po drugiej stronie kontynentu wiadomo niewiele – nie mamy wspólnej historii, nie łączy nas kultura, nie mamy generałów jednego czy drugiego państwa walczących za naszą i waszą wolność. Nie ma nic o Hiszpanii w polskim hymnie narodowym, żaden z „Wielkich Polaków” nigdy nie osiadł na Półwyspie Iberyjskim, żaden Hiszpan nie zasiadł na naszym tronie, ani toczył wojen w naszym imieniu.

Widok na Czerwone Wierchy

Widok na Czerwone Wierchy

Na szczęście nad Wisłą znamy Don Kichota – i to bardzo zbliża mnie z Javierem i Andresem. Pochodzą oni bowiem z La Manchy – krainy winem, oliwą i tłuszczem smażonego boczku płynącej, gdzie z wiatrakami walczył słynny rycerz na koniu Rosynancie. „Blada skóra, blond włosy i zimno… No i wódka. Brat opowiadał mi też o pięknych kobietach” – tyle o Polsce mógł powiedzieć Hiszpan na kilka godzin po lądowaniu w Krakowie. Ach te Polki – nasz największy skarb narodowy. W Hiszpanii nie znają Wałęsy, nie czytają Quo Vadis, Maria Curie to dla nich Francuzka. Na szczęście jest jeszcze Jan Paweł II, którego znają wszyscy i wszędzie. Ale nasze blondynki z niebieskimi, rude z zielonymi czy szatynki z brązowymi oczami działają na wszystkich, na każdej szerokości geograficznej.

Pokazałem im skalną ścianę nad Zakopanem – to Śpiący Rycerz, Caballero Dormiente. Syn Smoka i Magury, wojownik, który bronił swoich braci i sióstr. Mróz i Zima mieli co do niego jednak inne plany – piękna Zima uwiodła młodzieńca, a podstępny Mróz przewrócił go na plecy. Giewont zapadł w magiczny sen. Obudzić ma się jednak, gdy krajowi naszemu zagrażać będzie niebezpieczeństwo. Hiszpanom bardzo spodobała się legenda, magia naszej pięknej góry szybko zaczęła działać również na nich. Podjęliśmy więc decyzję – jutro wspinamy się na Giewont.

 

Przełęcz Kondratowa

Przełęcz Kondratowa

Rano na śniadanie żurek z kiełbasą i jajkiem. Javier uwielbia polską kuchnię, Andres zdziwiony jest, że u nas na śniadanie je się zupę. To jednak moja tradycja rodzinna – żurek w niedzielę rano. Normalnie w Polsce jemy inne rzeczy – ale rzadko jest u nas śniadanie na słodko, a to już dziwi nawet Javiera.

Rzut beretem od Giewontu

Rzut beretem od Giewontu

Kilka chwil po śniadaniu jesteśmy już przy Rondzie Kuźnickim. Skocznia narciarska – „przyjadę zimą i spróbuję tego” mówi Javier… Przez 30 minut tłumaczyłem czym są skoki narciarskie, kto to Małysz i Stoch i dlaczego nie uda im się spróbować, a przynajmniej nie na Wielkiej Krokwi. W Kuźnicach, przy wejściu na teren Parku Narodowego, kupuję gościom zza granicy książeczkę PTTK, do której zbierać będziemy pieczątki. „To tak jak na Camino de Santiago!” – zadowolony krzyczy Andres. W Hiszpanii bardzo popularna jest piesza pielgrzymka do Santiago di Compostella, podczas której również zbierać można pieczątki z odwiedzanych miejsc. Na trasie na Giewont uda nam się znaczków zebrać trzy: Kuźnice, Kalatówki oraz Schronisko na Hali Kondratowej. Hiszpanom bardzo podobała się zabawa z pieczątkami i chociaż w Zakopanem mieli spędzić tylko jeden dzień, obiecali, że wrócą po więcej.

Na szlaku rozmawialiśmy po angielsku i hiszpańsku. Usłyszała nas stojąca na poboczu Pani, która zapytała mnie skąd pochodzą nasi goście. „Są tacy piękni!” – mówiła uśmiechnięta – „Bardzo piękny naród ci Hiszpanie! Szkoda, że Polacy tacy brzydcy”…

Hiszpanie na Giewoncie

Hiszpanie na Giewoncie

Gdy stanęliśmy na Kalatówkach by podziwiać widok na Kasprowy Wierch opowiedziałem Hiszpanom kolejną piękną historię z Podhala. Józef Uznański, wielki bohater wojenny i słynny ratownik TOPR – zasłynął tym, że w czasie wojny, jako żołnierz AK, jadąc kolejką na Kasprowy Wierch dowiedział się o czekających na niego hitlerowcach i brawurowo uciekł przed okupantem wyskakując z wagonika. Javier uśmiechnął się i sam opowiedział bratu historię Rotmistrza Pileckiego, który jako ochotnik pozwolił zesłać się do Auschwitz, by utworzyć wewnątrz obozu ruch oporu. Piękna polska historia i wspaniali bohaterowie. Niezwykle dumny z tego, że te wspaniałe nazwiska znane są młodym Hiszpanom, rozpaczam jednocześnie myśląc o tym jak bardzo powojenna Polska ich zaniedbała. Ja sam ucząc się w szkole podstawowej w latach 90. to nie z lekcji historii dowiedziałem się o tych wyczynach. Żołnierze Wyklęci docenieni zostali dopiero trzy pokolenia po wojnie. Na szczęście nasi bohaterowie – jak np. Jan Karski – znani i doceniani są co raz częściej także za granicą.

Gdy wspinaliśmy się stromym podejściem na Przełęcz Kondracką, Hiszpanie uczyli mnie ludowej przyśpiewki z La Manchy. „A La Mancha Manchega” to prosta piosenka o największych zaletach regionu, z którego pochodzą Don Kichot i Sancho Pansa – winie, chlebie, oliwie i boczku. Ja Hiszpanom odwdzięczałem się łamaczami językowymi i piosenką „Hej sokoły”. Krzyż na Giewoncie majaczył już nad nami.

Amigos

Amigos

Gdy tuż przed zdobyciem szczytu przysiedliśmy by odetchnąć, napić się wody i zjeść mały posiłek, opowiedziałem Hiszpanom kolejną legendę o Giewoncie. Tę o śpiących w jaskini rycerzach i czuwającym nad nimi królu. Giewont przebrany czasem za wędrowca schodzi z gór i włóczy się od wioski do wioski sprawdzając jak powodzi się ludziom w jego królestwie. Gdy odkryje, że światem rządzi niesprawiedliwość, rycerze wstaną i wyruszą w Polskę, by karać złych i nagradzać dobrych.

Wiedząc już, że otaczające ich góry to nie zwykłe formacje skalne, ale pełna legend i baśni kraina, wspinali się na głowę Śpiącego Rycerza z wielkimi uśmiechami. Stojąc pod krzyżem nagrali krótki filmik dla swoich przyjaciół – dodatkowo okazało się, że po raz pierwszy w życiu samodzielnie wspięli się na taką wysokość – 1894 m.n.p.m.

Dolina Małej Łąki

Dolina Małej Łąki

Zeszliśmy z gór w Dolinę Małej łąki, pogoda znacznie się pogarszała. Na szlaku dosięgnął nas letni deszcz – przyjemny, ciepły, ale po paru chwilach byliśmy mokrzy od stóp do głów mimo płaszczów przeciwdeszczowych. Gdy w szarudze późno czerwcowego deszczu wracaliśmy do domu, Hiszpanie z okien samochodu podziwiali jeden z najpiękniejszych zakątków Polski. Rozmawiali ze sobą we własnym języku, ale rozumiałem, że mówią o tym, że są zaskoczeni, że Polskę wyobrażali sobie jako szare blokowiska. Javi zamyślony odwrócił się w pewnym momencie do mnie i z pełną powagą na twarzy, swoim kastylijskim akcentem powiedział: „Poland is the best place in the world”.

Dolina Małej Łąki w deszczu

Dolina Małej Łąki w deszczu

 

 

 

 

2 komentarze

  1. Niezła ta przeróbka piosenki o La Manchy. Do tego stopnia, że jak ją cztałem, miałem wrażenie, że skądś ją kojarzę. :D
    Ogólnie ciekawy artykuł, nawet się dowiedziałem paru nowych rzeczy z historii. :)

    Ale z tą ponurą salą lekcyjną, to chyba trochę przesadziłeś. :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *