Z Luizjany do Teksasu.

Minęło już sporo czasu od kiedy z Nowego Orleanu wyruszyliśmy na podbój Stanów Zjednoczonych. Wspomnienia jednak jaskrawo powracają gdy tylko przymkniemy powieki przywołując uczucie wolności, które wyzwoliliśmy w sobie w tamtym czasie. Szum potężnej Mississippi, stres związany z wypożyczeniem i ubezpieczeniem auta, lęk przed nieznanym i to wirujące podniecenie. Uczucie, którego każdy chciałby doznać, za którym każdy tęskni, nie każdy ma jednak w sobie tyle zaparcia i odwagi, nawet nie przed samym sobą co przed innymi, aby pewnego dnia po prostu stanąć po drugiej stronie drzwi.

Plantacja w Luizjanie

Plantacja w Luizjanie

Strach przed podróżą wynika z błędu ludzkiego rozumowania, który podpowiada „to nie dla mnie”. Wielu wydaje się, że podróżują tylko bogaci – ludzie, którzy dorobili się w kraju i wyjeżdżają nie martwiąc się o pieniądze. Profilowe zdjęcia setki moich znajomych na portalach społecznościowych to ich własne ponure gęby na tle „dalekiego świata”. Jedni popisują się Bałtykiem lub Tatrami, inni Grecją, Hiszpanią lub Turcją, kilku Egiptem. Dalej to już Za Daleko. Ameryka? Nieosiągalne. Słyszałem dwudziestokilkuletnie dziewczyny mówiące „jestem na to za stara”. Wysłuchiwałem historii typu „też bym tak chciał” od osób, które zarabiają dwa razy więcej ode mnie.

Posiadłość na Niemieckim Wybrzeżu

Posiadłość na Niemieckim Wybrzeżu

Jak podróżować? Koszt nowego, płaskiego telewizora LCD jest równoważny z kosztem biletu w dwie strony do Nowego Jorku, opłaceniem wizy, a jak się wyszuka dobrą okazję to również kilku noclegów.

Ja nie mam w domu telewizora.

Jego równowartość ściągnięto z mojej karty kredytowej przy ladzie National Car Rental na lotnisku w Nowym Orleanie. Tam dom mój, gdzie serce moje. A serce zawsze noszę przy sobie. Srebrna Toyota Elantra stała się naszą przestrzenią i schronieniem na kilka najbliższych tygodni. Zaczęliśmy od meblowania. W najbliższym Wallmart’cie kupiliśmy przenośną lodówkę, namiot, materac z elektryczną pompką, plastykowe sztućce, podręczne drobiazgi. Z Polski przywieźliśmy przełącznicę – urządzenie, które podłącza się do gniazdka samochodowego i uzyskuje zwykłą wtyczkę. Trzy aparaty – Canon EOS 650D, Canon SX240 HS oraz jedną starą, zapasową cyfrówkę, na wszelki wypadek. Tablet z przydatnymi aplikacjami – mapy, słowniki angielski i hiszpański oraz Angry Birds. Jeden papierowy, dość rozczarowujący przewodnik. GPS z aktualnymi mapami Stanów Zjednoczonych. Wyruszyliśmy przygotowani.

Bagnista Luizjana

Bagnista Luizjana

Drogi Luizjany wybudowane są nad bagnami. Nabite na betonowe pale trasy kilometrami ciągną się przez błękitne Bayou, trzęsawiska pełne aligatorów i zatopionych drzew. Akadiana, kraina zaludniona przybyszami z południa Kanady, ofiarami czystek etnicznych, które sprawiły, że francuskojęzyczni katolicy musieli wynieść się z Nowej Szkocji i szukać nowego domu gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Akadianie, Bayou, ludzie-krokodyle, muzyka zydeco i kreolska kuchnia. Wszystko to czego można z turystycznego punktu widzenia doświadczyć już w Nowym Orleanie tutaj staje się prawdziwsze.

Kamping w Lafayette

Kamping w Lafayette

Jadąc przez Luizjanę podziwiamy ogromne, splamione krwią Afroamerykanów plantacje bawełny. Zatrzymujemy się przy jednej z nich ciekawi czy może istnieje możliwość jej zwiedzania. Okazuje się, że dziś funkcjonuje tu hotel, a cała okolica nazywana jest Niemieckim Wybrzeżem. 300 Niemców, którzy przybyli tu w 1721 z Europy, otrzymało posiadłości wzdłuż rzeki Mississippi. Doskonale zaadoptowali się w rządzącym tu wówczas francuskim społeczeństwie – wżenili się w tutejsze rodziny, nauczyli się języka, zaakceptowali nawet frankofońską pisownię ich nazwisk. Uprawiali oni tabakę, kukurydzę, ryż, fasolę i gorszek. Szybko stali się czołowym dostawcą jedzenia w całej okolicy. W czasach upadku francuskiej ery w Luizjanie, Niemcy rządzili tutaj całą gałęzią przemysłu spożywczego, dostarczając mięso i warzywa nawet do stolicy. W czasie dominacji Hiszpańskiej ich wpływy były już tak duże, że nie tylko brali udział, ale dowodzili rebelią przeciwko Hiszpanom w 1768.

St. Martinville

St. Martinville

300 Niemców odcisnęło piętno na historii całego, nawet nie własnego, państwa. Swoje zasługi przyćmili dwa stulecia później napadając Polskę, a o ich wpływie na amerykańską kulturę dowiadujemy się dziś zaskoczeni z filmu „Django”. Niemiec w Ameryce? Dobry?! Niemożliwe.

Pierwszą noc naszego amerykańskiego Fandango spędzamy w miejscowości Lafayette, czwartej największej aglomeracji stanu i stolicy kultury kajunów. Gorący wieczór i gorąca noc. Korzystając z oferty naszego kampingu kąpiemy się w małym, lśniącym turkusem basenie. Obok nas tapla się dwójka małych dzieci, które natychmiast przyciągnął naturalny, dziecięcy magnes Eweliny. „Pobawicie się z nami?” zapytały sepleniąc południowym akcentem.

Hiszpański mech

Hiszpański mech

Sytuacja niezręczna, bo ich rodzice z typowo południowym wyrazem twarzy łypali już na nas z leżaków. Nie wiadomo jaki mają stosunek do cudzoziemców. Wydziarane ramiona, koszulka bez rękawów, czapeczka, brak przedniego zęba. Tatko nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Amerykanin z głębi kraju. Prawdopodobnie mój angielski jest lepszy od jego. Gdy zerknąłem na niego, nieprzyjemnie wykrzywił mordę, chyba miał to być uśmiech. Pogadaliśmy sobie z dzieciaczkami, które prawdopodobnie nigdy w życiu nie dowiedzą się gdzie leży Polska i zwinęliśmy się stamtąd prędko. Gdyby rodzice zaprosili nas na wieczornego grilla strach byłoby odmówić.

Architektura Południa

Architektura Południa

Poszliśmy do salonu gier. Za 75 centów można było pościgać sie autkami, w jednej z tych dużych maszyn, do których wsiada się i które imitują prawdziwe auto. Gra nie była łatwa, do mety dojechałem trzeci. Ewelina śmiała zakpić sobie za mnie: „Tylko trzeci?!”. „Pokaż co potrafisz maleńka”, wręczyłem jej kierownicę z cwaniackim uśmieszkiem na ustach. Ja – prawo jazdy od dekady! Bez wypadków! Pracowałem jako kierowca!!! Międzynarodowe doświadczenie!!! Ewelina nie ma nawet prawa jazdy.

Dojechała pierwsza.

Następnego dnia, nie wspominając już o tym co wydarzyło się poprzedniej nocy (nigdy wcześniej nie przytrafiło mi się to w obecności kobiety!) wyjechaliśmy z Lafayette do St. Martinville, miejsca, które wciąż żyje starą, wiktoriańską historią. Evangeline i Gabriel poznali i zakochali się w sobie w Nowej Szkocji. W dniu swojego ślubu zostali rozdzieleni. Kobieta nigdy nie zrezygnowała ze swojej miłości i całe życie poświęciła na poszukiwania swojego ukochanego. Kilkukrotnie byli nawet blisko siebie nie zdając sobie z tego sprawy, ostatecznie spotkali się jednak dopiero na starość, w Filadelfii, gdzie Evangeline służyła jako Siostra Miłosierdzia. Gabriel trafił tam chory i dokonał żywota w ramionach swojej ukochanej.

Pomnik Evangeline

Pomnik Evangeline

Historia ta opisana została przez Henry’ego Wadswortha Longfellow’a i wydarzyła się na prawdę, choć była mniej romantyczna niż ta na kartach książki. Rzeczywistość w starciu z wyobraźnią zawsze okazuje się mizerna. Emmeline, bo tak na prawdę nazywała się kobieta, spotykała się z ukochanym Gabrielem właśnie tutaj, w St. Martinville, pod starym dębem, którego gałęzie wciąż pamiętają dotyk ich rąk, i który wciąż rośnie dumnie w centrum małego miasteczka.

Nazywane Małym Paryżem St. Martinville wciąż żyje legendą Evangeline, której pomnik można podziwiać tuż obok tutejszego kościoła. Obok stoi równiez pomnik indianina z plemienia Attakapa. Symbol amerykanskiej hipokryzji – Indian najpierw wymordowano i zepchnięto na społeczny margines, dziś stawia się pomniki im oraz bohaterom, którzy walczyli o zachowanie ich kultury. Tablica pod pomnikiem głosi, że Indianie Attakapa zostali schrystianizowani przez przybyłych na te tereny Francuzów.

Dom na palach

Dom na palach

Jadąc dalej w stronę Zatoki Meksykańskiej mijamy kolejne plantacje, białe piętrowe posiadłości wsparte od frontu charakterystycznymi kolumnami. Mijamy wsie, w których dom od domu oddalony jest o kilka kilometrów. Zaczyna się bagienne pustkowie – rzadko porozrzucane domki, brak sklepów czy stacji benzynowych, trawiaste, porośnięte ostrymi krzewami łąki, na których wypasają się białe i brązowe krowy. A przy nich małe białe ptaki, które z ich grzbietów wyskubują owady.

Wieś na Południu

Wieś na Południu

Bliżej Zatoki Meksykańskiej zmienia się architektura. Ze względu na liczne na tym terenie huragany i powodzie, domy budowane są na palach, kilka metrów nad ziemią. Luka na gruncie używana jest natomiast jako garaż.

Pomiędzy rzadkimi zabudowaniami królują bagna, a wystające z nich niskie drzewka obrośnięte są hiszpańskim mchem. W jednym z tak malowniczych miejsc zatrzymujemy się by porobić zdjęcia. To był ogromny błąd. Komary, większe od bocianów, obsiadają nas natychmiast. Straciliśmy wiecej krwi niż podczas corocznej Wampiriady, a co gorsza kilka z nich wleciało nam do auta. Do tej pory swędzi mnie na samą myśl. A zdjęcia i tak wyszły raczej średnie. Ofiara nie była warta zdobyczy.

Krowy

Krowy

Po środku podmokłego pustkowia GPS wyprowadza nas na manowce. Droga, którą mamy jechać jest zamknieta. Żadnych oznaczeń co się wydarzyło i czy jest sens czekać aż ją otworzą. Nawigacja głupieje i nie potrafi pokazać nam żadnej sensownej drogi alternatywnej. Na mapie czarno na białym widzimy gdzie mamy jechać jest jednak mały problem – w pewnym momencie musimy wjechać na prom, który nie wiemy jak i kiedy kursuje. Minął nas radiowóz, zerknąłem w lusterko i zauważyłem, że włączył światła koguta i zawraca. Nie zdziwiła mnie sama kontrola ale wiele osób, znajomych Amerykanów, ostrzegało mnie przed mieszkańcami Południa. Jeśli trafi się jakiś oficer-redneck? Możemy mieć poważne problemy.

Ptak

Ptak

Moje obawy na szczęście okazały się zupełnie bezpodstawne. Uprzejmy funkcjonariusz wytłumaczył nam drogę, powiedział nawet jak jechać, żeby dla nas, jako nietutejszych, było ciekawiej.

Tuż przy granicy z Teksasem wpadliśmy w kojące objęcia Zatoki Meksykańskiej. Boso weszliśmy w karaibskie wody i podziwiając zachód słońca przyglądaliśmy się sterczącym na horyzoncie, teksańskim platformom wiertniczym. Za mniej niż godzinę byliśmy już w Teksasie.

<- Poprzedni Post  FANDANGO USA Następny Post ->

SPIS TREŚCI

Zatoka Meksykańska

Zatoka Meksykańska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *