Houston. Wielki skok dla ludzkości.

Gdy jako mały chłopiec obejrzałem film „Kontakt” z Jodie Foster, w pamięć szczególnie zapadła mi jedna scena. Gdy ojciec z córeczką wspólnie oglądają gwiazdy, mała pasjonatka kosmosu pyta czy istnieje tam życie. Ojciec odpowiada – „oczywiście, że tak. Inaczej byłoby to ogromne marnotrawstwo przestrzeni”.

Apollo 17

Apollo 17

Nie uwierzyłbym komuś, kto powiedziałby mi, że nigdy nie marzył o podróży w kosmos. O sprawdzeniu jak to jest poza planetą, jak człowiek czuje się w stanie nieważkości, jak to jest postawić stopę na innym ciele niebieskim. Każdy człowiek w pewnym momencie swojego życia, patrząc w gwiazdy, pomyślał – „czy jesteśmy we wszechświecie sami?”. Niewielu jest jednak na tyle odważnych, by spróbować odpowiedzieć na to pytanie. A odpowiedzieć da się tylko w jeden sposób – wyruszając w nieznane.

NASA

NASA

Stojąc u bramy Johnson Space Center w Houston czułem się jak pięciolatek, którego mama zabrała do wesołego miateczka. W tłumie turystów niecierpliwie czekałem na swoją kolej do kupna biletu. Dwadzieścia trzy dolary i oto jestem – Centrum Lotów Kosmicznych. Nie jest to miejsce, z którego rakiety wysyłane są w kosmos (to znajduje się na Florydzie). Tutaj szkoli się astronautów oraz zarządza się kosmicznymi misjami.

Jest również część udostępniona dla zwiedzających – ogromna hala, która początkowo mocno mnie rozczarowuje. Hyde Park, popcorn, mnóstwo dzieciaków biegających w około eksponatów, bawiących się w „kosmicznych karuzelach”, grających w Angry Birds Space. Nie tego oczekiwałem. Po chwili poszukiwań znalazłem jednak coś dla siebie – Tram Tour. Wycieczka wagonikiem przez cały kompleks.

Do wyboru są dwie trasy, czerwona i niebieska. Wiedziałem, że nie mogę wybrać obu, bo przede mną jeszcze kilka godzin jazdy do San Antonio, a była już pierwsza po południu. Trasa niebieska oferuje zwiedzanie centrum zarządzania misjami kosmicznymi, trasa czerwona – ośrodka szkolenia astronautów. Obie natomiast dodatkowo w programie mają zwiedzanie hali, w której znajduje się prom Saturn V. Wybór był ciężki i bardzo bolesny – trasa niebieska.

Mission Control Center

Mission Control Center

Wsiadam do wagonika tuż obok sympatycznego amerykańskiego małżeństwa i wyruszamy. Mijamy znaki NASA, tajemnicze ponumerowane budynki, w których amerykańscy naukowcy prowadzą z pewnością jakieś tajne badania, nieoznakowane hangary, gdzie na pewno stoją prototypy supernowoczesnych pojazdów kosmicznych. Zostajemy wprowadzeni klatką ewakuacyjną do pomieszczenia obserwacyjnego przy Mission Control Center. W rogu znajduje się monitor, z którego nadawany jest przekaz na żywo z międzynarodowej stacji kosmicznej. Rozsiadamy się wygodnie w fotelach ułożonych w rzędach niczym w kinie i czekamy.

Do pomieszczenia wchodzi młody człowiek z pasją w oczach. Wyjaśnia nam on, że sala, którą odwiedzamy, to świeża, jeszcze nie wykorzystana „w akcji” baza misji kosmicznych, w której wymieniono wszystkie sprzęty, tak aby jak najlepiej przygotować się do wysłania ludzi na Marsa. Misja ta planowana jest na najbliższe 20-25 lat, a największym problemem jest w tym wypadku organizm człowieka.

Przekaz ze stacji kosmicznej

Przekaz ze stacji kosmicznej

Czteroosobowa załoga znajdzie się w przestrzeni kosmicznej na dwa ziemskie lata: sześciomiesięczny lot, roczny pobyt na Czerwonej Planecie, sześciomiesięczny powrót. Wszystko to w promie wielkości samochodu typu van. Psychologowie od dawna pracują nad przygotowaniem psychicznym astronautów do takiego obciążenia, fizyki jednak wciąż nie potrafimy przeskoczyć. Obecnie astronauci przebywają w przestrzeni jedynie do 6 miesięcy, ze względu na wiotczenie mięśni. W kosmosie nie ma grawitacji, a więc ruchy kończyn nie wykorzystują mięśni – te nieużywane wiotczeją i zanikają. Astronauta, który dłużej niż 6 miesięcy przebywał by w stanie nieważkości, po powrocie na ziemie nie byłby w stanie się więcej poruszać. Naukowcy NASA pracują więc obecnie nie nad technologiami samego lotu ale nad medycznymi metodami poprawienia pracy ludzkich mięśni.

Saturn V

Saturn V

Niesamowicie słuchało się wykładu człowieka, który o ludziach pracujących nad lotem na Marsa mówił MY. Nie „oni pracują nad…”, nie „ktoś wpadł na pomysł…”. Mówił – MY, a myślał JA. Nieprawdopodobnie patrzy się na człowieka, który wie, że, być może nie jest Kolumbem naszych czasów, ale z pewnością należy do jego załogi.

Gdy opuściliśmy centrum, zabrano nas do hangaru, gdzie, jako zabytek, trzyma się stary wahadłowiec Saturn V, którym wystrzeliwano w kosmos wszystkie misje oznaczone Apollo, a które miały na celu eksplorację Księżyca. Wzdłuż promu znajduje się wystawa poświęcona wszystkim kolejnym misjom – szóstym i ostatnim statkiem, który wylądował na naszym naturalnym satelicie był Apollo 17, a miało to miejsce 7 grudnia 1972 roku. Od tej pory ludzkość przestała interesować się srebrnym globem. Przynajmniej oficjalnie.

Kapsuła przy promie kosmicznym

Kapsuła przy promie kosmicznym

Po zwiedzeniu hangaru Saturn V, wracam do budynku, z którego na początku chciałem uciec. Znów przeciskając się przez tłum dzieciaków, zmierzam do kolejnego miejsca przeznaczonego dla dorosłych – sali kinowej połączonej z wystawą oryginalnych okrętów kosmicznych.

Oglądam niezwykle interesujący, patetyczny, dwudziestominutowy film dotyczący amerykańskiego programu kosmicznego. Od pierwszych prób wystrzelenia sondy w kosmos, przez wypadki Apollo 13, Challenger i Columbia, po wielkie sukcesy Neila Armstronga oraz zbudowanie stacji kosmicznej.

Po filmie mam okazję podziwiać oryginalną kapsułę Apollo 17, wnętrze pierwszej stacji kosmicznej Skylab, projekty nowoczesnych kombinezonów kosmicznych, prototyp Robonauty – mechanizmu, który zastąpić ma człowieka w kosmicznych spacerach, jak nazywa się wszystkie wyjścia kosmonauty poza statek kosmiczny.

Wnętrze stacji kosmicznej Skylab

Wnętrze stacji kosmicznej Skylab

Wychodząc z Space Center wiedziałem, że byłem tam zbyt krótko. Że aby czuć się usatysfakcjonowanym powinienem spędzić tu cały dzień. Wiedziałem również, że nie mogłem tego zrobić, a że prawdopodobnie nigdy więcej do Houston nie przyjadę.

Wiedziałem też, że w moim życiu, bliżej gwiazd już nie będę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *