Filadelfia. Trzy dni z wariatem

Gdy wyjeżdżałem po trzydniowym pobycie z Filadelfii do Nowego Jorku, przejeżdżając Mostem Franklina, spoglądałem na wschód słońca nad rzeką Delaware. Myslałem o tym jak moja historia właśnie zapięła klamrę. Gdy w tym roku przyjechałem do Stanów Zjednoczonych spoglądałem na to samo słońce, nad tą samą rzeką, jednak kilkaset kilometrow stąd. Dziś wydaje mi sie, że było to tak dawno, a przecież to jedynie 3 miesiące temu. Teraz jednak wschodzące słonce zwiastuje nowy początek. Nowy taniec. Czas zacząć Fandango!

Philadelphia Sklyline

Philadelphia Sklyline

Dzien pierwszy. Problemy wizowe chwilowo rozdzieliły mnie i Ewelinę. Wspólnie z grupą przyjaciół (Jared, Max i Danny) musiałem opuścić miejsce, w którym do tej pory pracowaliśmy i na zaproszenie jednego z nich trafiamy do Filadelfii. Przyjechalismy do dawnej stolicy USA późnym popołudniem, podnieceni wizją poznania tego wspaniałego miasta. Jared, nasz gospodarz, chce zabrać nas w kilka ciekawych miejsc. Prysznic, kolacja i ruszamy na podbój „miasta braterskiej miłości”. Po drodze do centrum zatrzymujemy się na stacji benzynowej, każdy chce kupić batonika czy coś do picia. Okolica nie jest zbyt przyjazna, a my zdecydowanie wyróżniamy sie ubiorem. Gdy w aucie czekamy na Danny’ego, do okna podchodzi czarnoskóra kobieta: „Chcecie zenies?”, odpowiadamy, że nie wiemy co to jest. „Narkotyk. Chcecie troche cracku?”. Żeby tylko ją spławić odpowiadamy, że nic nie potrzebujemy, że mamy auto pełne narkotyków. „Dacie mi jeden?”…

Filadelfia

Filadelfia

Dojeżdżamy do celu już po zmroku. Barcade – lokal urządzony w starym, rdzewiejącym magazynie oferuje około 30 automatów do gry. Przecieram oczy ze zdumienia. DigDug, Golden Axe, pierwsza wersja Tetris, Ghost’n’Goblins, Rampage. Te gry były popularne, gdy sam byłem małym dzieckiem. Pamiętam, gdy ze starszym bratem i jego kolegami chodziliśmy do MOK-u w Kłobucku żeby „pograć na maszynach”. Dziś wracam do tego wspomnienia. Nie mogłem sobie odmowić tej przyjemności i zagrałem we wszystko po kolei, w niektóre z tych gier pierwszy raz od 20 lat. Magia pozostała, jedyne co sie zmieniło to to, że dziś obok automatu do gry mogłem postawić piwo.

Następny przystanek to kręgielnia. Na swoją kolej musimy czekać ponad godzinę, w tym czasie gramy więc w bilard, popijamy piwko przy barze gawedząc z barmanem, rozmawiamy o różnicach między Polską a USA. Czas mija szybko i przyjemnie. Parę piw, kilkugodzinna jazda autem, stres związany z problemami ostatnich kilku tygodni i robię się zmęczony. Wreszcie nasza kolej! Aby wypożyczyć buty do gry muszę w zastaw dać jeden mój. Gdy zaczynamy grę oczy zaczynają mi się już same zamykać. Na torze obok nas gra bardzo sympatyczna para – chłopak wręcza nam nawet kupon na darmowe Totsy (rodzaj chrupek ryżowych) czym całkowicie uzupełnia nasz dzień. Czas spędzony w kręgielni jest na prawdę miły. Spokój, cisza, relaks. Nawet fakt, że przez 15 minut nikt nie mógł znaleźć mojego buta, którego wcześniej im oddałem, nie jest w stanie zaburzyć tego dnia. W drodze powrotnej Jared zabiera nas w jeszcze jedno miejsce – wspinamy sie na skałę, z której rozpościera sie przyjemny widok na dwa okoliczne mosty. Siedząc tak rozmyślam o tym jak wiele minęło od kiedy zacząłem przygotowania do tej podróży, jak wiele musiałem się wyrzec. I jak bardzo było warto.

Kiosk

Kiosk

Dzień drugi. Chłopcy chcą dojechać do miasta autostopem. Od początku nie podobał mi się ten pomysł. Po pierwsze jest to prawdopodobnie nielegalne w tym stanie, po drugie oni nigdy nie jechali stopem i nie wiedzą nawet jak sie za to zabrać. Idziemy wiec ulicą i próbujemy zatrzymać przejeżdżające samochody. Oczywiście nikt się nie zatrzymuje. Tłumaczę, że ci ludzie prawdopodobnie wracają z pracy do domu, że nikt nie zatrzyma sie na lokalnej drodze. Ale to niestety ja tutaj uchodzę za dziwaka.

Gdy dochodzimy do stacji kolejowej nikt nie ma już siły iść dalej. Czekamy na pociąg i wrescie po około połtorej godziny od wyjścia z domu docieramy do Filadelfii. Jared chce zabrać nas do opuszczonych budynków, w ktorych będzie można porobić ciekawe zdjęcia, ale chodząc po mieście zahaczamy jeszcze o kilka miejsc i zaczyna robić się wesoło. Na początek wchodzimy do hotelu Loews. Nikt nas nie zatrzymuje więc wsiadamy do windy i jedziemy na najwyższe piętro. Przechadzamy się po sali konferencyjnej, gdzie oczywiście przeprowadzamy własną debatę. Widok z okien na wieżowce Filadelfii jest imponujacy. Jedziemy na piętro z basenem. Jared idzie popływać, a ja do dziś żałuję, że sam się na to nie zdecydowałem. Nastepnię próbujemy dostać się na dach. Klatką schodowa wchodzimy na najwyższy dostępny poziom ale drzwi na dach są niestety zamknięte. Otwarte jest natomiast jedno tajemnicze pomieszczenie, gdzie trzymane są różnego rodzaju sprzęty, a skąd rozpościera się fenomenalny widok na miasto i rzekę Delaware.

Widok z hotelowego okna

Widok z hotelowego okna

Wracamy na ulice Filadelfii. Wchodzimy na siłownię gdzie chłopcy chcą skorzystać z solarium, odwiedzamy chiński zakład gdzie można nawoskować sobie ciało. Kobieta zauważa, że jedynie sobie z niej żartujemy i kulturalnie nas wyprasza. Lunch jemy w meksykańskiej restauracji „Chipotle”. Danny zmęczony stwierdza, że on wraca już do domu, my natomiast kierujemy się w stronę Chinatown. Jared chce zabrać mnie w jak najwięcej ciekawych miejsc wiedząc, że opiszę to wszystko na blogu. Sam pyta jak prowadzi się taką stronę, gdyż sam w planach ma podróż do Europy i chciałby do tego założyć własnego bloga. Odwiedzamy Franklin Square gdzie Max i Jared spedzają kilka przyjemnych chwil na placu zabaw, ja natomiast odpoczywam na ławeczce delektując się chwilą. Zachód słońca podziwiamy w małym parku pod mostem Benjamina Franklina.

Pomieszczenie na szczycie

Pomieszczenie na szczycie

Główny cel naszej dzisiejszej wyprawy to kasyno Sugar House oraz otaczające go opuszczone magazyny. Niestety tego lata ktoś zabudował deskami wszystkie okna i ostatecznie nie zwiedziliśmy wnętrz, ale samo zwiedzanie okolicy zamieszkałej jedynie przez szczury i bezdomnych było ciekawym przeżyciem. Kolejny przystanek to rzecz jasna kasyno. Ja tracę 10$, Max wygrywa 40$. Świat nie jest sprawiedliwy, ale na poprawę humoru kupuję sobie wodnego loda o smaku mango. Zmęczeni nie chcemy znów drałować przez całe miasto na pociąg, dzwonimy więc po Danny’ego. Naciągamy nieco prawdę mówiąc mu, że straciliśmy w kasynie całą gotówkę i prosimy go aby po nas przyjechał.

Dzień trzeci. Kilka dziewczyn, z którymi pracowaliśmy tego lata chce dziś z nami spędzić popołudnie. Jared znów oprowadza mnie po najciekawszych zakątkach miasta. Odwiedzamy pełną sklepów South Street, zahaczamy o Italian Market – filadelfijski odpowiednik Little Italy. Przy jednej ze szkół zauważamy grupkę dzieciaków grających w kosza, natychmiast się do nich przyłączamy. Sprali nas straszliwie, mimo że średnia ich wieku to około 12 lat.

Chinatown

Chinatown

Kolację jemy w Chinatown gdzie próbuję chińskiego piwa. W drodze powrotnej na dworcu korzystamy z ubikacji – z jednej z kabin dobiegają naprawdę dziwne dzwięki. Na zmianę męski i damski głos jęczą podniecone zapewniając się o rozkoszy jakiej doznają. Przed wejściem do toalety odczekujemy kilka minut by zobaczyć tą szczęśliwą parę, ale naszym oczom ukazuje się… transwestyta! Facet przebrany za kobietę! Masturbował się w ubikacji naśladując damski głos… Gdy zauważył jak gapimy się na niego z niedowierzaniem, cmoknął w naszą stronę i puścił nam oczko.

Tego wieczoru nasz gospodarz zabiera nas w jeszcze jedno miejsce. Tym razem trafiamy pod wiadukt autostrady gdzie przechadzamy się wzdłuż niej po małym żelaznym mostku. W duchu dziękuję, że jesteśmy tu po zmroku, bo widok ulicy kilkadziesiąt metrów pod nogami oraz huk przejeżdżających ciężarówek tuż nad moją głową z pewnością odebrałby mi odwagę.

Wieczorem Jared funduje mi kolejne niezwykłe wspomnienie – z piwnicy przynosi kilkanaście fajerwerków, którymi strzelamy się w jego ogrodzie. Choć może nie jest to bezpieczna zabawa, to jedynie Max doznaje obrażeń – włosy w kilku miejscach na jego nogach już nigdy nie będą takie same.

W jednej ze scen filmu „Fandango” bohaterowie trafiają do małej miejscowości w Teksasie, gdzie lokalne dziewczyny zabierają ich na niewielki cmentarz. Tam odbywa się podobna, fajerwerkowa bitwa. Jared wiedział, że planuję podróż, nie wiedział jednak, że tak mocno zainspirowaną tym właśnie filmem. Nie wiedział, że zapraszając mnie do walki na kolorowe iskry w rzeczywistości przyłącza się do mojego tańca, i że tworzy wspomnienie, które pozostanie ze mną do końca życia.

Jared

Jared

Ulice Filadelfii

Ulice Filadelfii

Center City

Center City

Zaułek

Zaułek

Widok z okna hotelu

Widok z okna hotelu

Widok ze szczytu hotelu

Widok ze szczytu hotelu

Park Franklina

Park Franklina

Mecz w koszykówkę

Mecz w koszykówkę

Italian Market

Italian Market

Chińskie piwo

Chińskie piwo

Filadelfia nocą

Filadelfia nocą

Filadelfia o 5 rano

Filadelfia o 5 rano

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *