Zemsta Nowego Jorku

Nigdy nie myślałem o tym, że moje życie może potoczyć się tak aby moja praca polegała na oprowadzaniu ludzi po Nowym Jorku. Przydarzyło mi się to jednorazowo, jednak było nielada wyróżnieniem. Pracodawca wybrał mnie oraz trzech moich przyjaciół spośród ponad stu pięćdziesięciu pracowników, abyśmy wspólnie z nim poprowadzili międzynarodową grupę pięćdziesięciu dzieci przez ulice Manhattanu. Miała to być nagroda za zasługi, płaca za starania. Siedząc w busie, śpiewając „Empire State of Mind” Alicii Keys, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że tu nie ma mowy o nagrodzie, że opieka nad bandą rozpuszczonych, wychowanych w bogactwie dzieciaków będzie katorgą.

Mglisty Manhattan

Mglisty Manhattan

Pogoda była deszczowa, jednak opłacony przez naszego kiwi-szefa rejs wokół Manhattanu miał nam to wynagrodzić. Zdjęcia co prawda nie były tak dobre jak gdyby były robione w słońcu przy niebieskim niebie, ale wieżowce Wielkiego Jabłka wyglądają pięknie w każdym świetle. Mijamy szklane wieżowce Dolnego Mahattanu, Statuę Wolności, port w Hoboken, gdzie miała miejsce akcja filmu „Na nabrzeżach” z Marlonem Brando. Przepływają obok nas motorówki policji, wodne taksówki, promy, żaglówki, kajaki. Nawet deszczowa, szara pogoda nie odstrasza nowojorczyków od realizowania swoich hobby.

Dolny Manhattan

Dolny Manhattan

Polak, Amerykanin, Australijka, Brytyjka i trzymający nad tym wszystkim piecze Nowozelandczyk. Patryk, Evan, Hannah, Megan i Nigel. A obok nas kilkadziesiąt Francuzów poniżej szesnastego roku życia, kilku Hiszpanów, dwóch Meksykanów, dwie Niemki, Włoch i Marokanka. Miny francuskich „milionerów” od początku nie przypadają nam do gustu. Podczas gdy wszyscy ekscytują się miejscem, w którym się znajdujemy, Francuzi kręcą nosami, woleliby znajdować się na gorących plażach lazurowego wybrzeża.

Rejs kończy się szybko i udajemy się na Times Square, gdzie mamy wsiąść do piętrowego autobusu, który przewiezie nas przez wszystkie najciekawsze miejsca nowojorskiego Downtown. Czekanie opóźnia się niemiłosiernie. Dziesięć minut. Piętnaście. Dwadzieścia. Dzieciaki zaczynają marudzić, rozłażą się po okolicznych sklepach. Zaczyna padać rzęsisty deszcz. Jeden z naszych wychowanków rozciął sobię wargę aparatem na zęby. Wyraz jego twarzy oraz czoło myślą nieskażone wskazują na to, że sam nie jest w stanie poradzić sobie z tym problemem. Ręcę momentalnie ubrudzone ma własną krwią, przy okazji ochlapując swój płaszcz przeciwdeszczowy. Pomogliśmy biedakowi, ale szybko zyskał przydomek „The Miserable Kid”.

Times Square

Times Square

Po czterdziestu minutach czekania wsiadamy w piętrowy autobus. Na górny pokład oczywiście, gdzie woda wciąż kapie nam na głowy. Na wycieczkę wyjechaliśmy niewiele po godzinie piątej rano, więc niemal wszyscy momentalnie usypieni zostają monotonnym kołysaniem piętrowca. Jedynie ja podekscytowany niczym azjatycki turysta strzelam foty na lewo i prawo. Nasz pilot widząc moje zadowolenie, we mnie upatruje sobie towarzysza dyskusji. Zadaje pytania-ciekawostki, na które ja w większości znam odpowiedzi. Przez głowę przechodzi mi myśl, że przecież ja również mógłbym być pilotem takich wycieczek. Cóż za wspaniała praca. Ale zaraz potem przypomniało mi się, że przecież jestem z Polski i najpiew muszę dostać wizę. Marzenia znów prysły.

Wracamy na Times Square i zaczyna się zabawa. Pół setki mokrych dzieciaków w McDonaldzie. „The Miserable Kid” z rozciętą wargą zamawia frytki czym umacnia swoją pozycję w naszych oczach. Mieliśmy spędzić tam trzydzieści minut, spędzamy ponad godzinę, ponieważ zagraniczne dzieciaki „nie znają angielskiego” kiedy tego nie potrzebują. Dziesięć razy tłumaczymy, żeby zjadły szybko, bo czeka na nas jeszcze kilka atrakcji. „Myślałem, że powiedziałeś, że możemy sobie w spokoju zjeść na miejscu” słyszę kilkakrotnie gdy zdenerwowany poganiam dzieciaki do wyjścia.

Iglica Empire State Building

Iglica Empire State Building

Gdy zaczyna się ściemniać docieramy do Empire State Building, który miał wynagrodzić nam trudy minionego dnia, ukoić nerwy oraz nieco osuszyć ubranie. Wspinamy się na osiemdziesiąte szóste piętro po drodze gubiąc kilka dzieci, liczymy jednak, że wszyscy jakoś dotrą do celu żywi. Na szczycie okazuje się, że deszcz skoncentrował się właśnie na tym miejscu. Pada z góry, z boku i czasami z dołu. Wiatr zaczyna wywiewać nam dzieciaki poza barierki. Przerażeni biegamy wokół tarasu widokowego licząc naszych podopiecznych. Rozchlapywanie kałuż to ulubione zajęcie tych poniżej dwunastu lat przez co po chwili wszyscy utaplani jesteśmy w błocie.

Po kilkudziesięciu minutach znów jesteśmy na ulicach Manhattanu. Udajemy się na kolację do restauracji Planet Hollywood, która poza interesującym wystrojem nie ma do zaoferowania nic szczególnego. Ot, zwykły fast food. Wychodząc niechcący rozdzielamy się. Kiwi-szef zabrał część dzieciaków i zniknął gdzieś w tłumie na Times Square, my natomiast zdezorientowani czekaliśmy przed drzwiami restauracji. Spokojnie próbujemy się porozumieć telefonicznie gdy naglę widzę jednego z naszych podopiecznych odchodzącego w stronę gwarnego Boroadwayu. Łapię go za plecak, odwracam, nie jestem zbyt zdziwiony gdy widzę mizerną twarz „The Miserable Kid”. „Co ty robisz człowieku?” pytam. Mały geniusz wskazał mi palcem grupę młodych Amerykanów odchodzących w dół ulicy, „myślałem, że to nasze dzieci”. Nie miałem siły kłócić się ani tłumaczyć. Młody Francuz wzruszył ramionami i wrócił do naszej grupy. Gdybym w ostatniej chwili nie wyłowił go z tłumu kątem oka…

Times Square nocą

Times Square nocą

Po kilku chwilach odnajdujemy się w gwarze Times Square i szczęśliwi wracamy do umówionego miejsca, w którym ma odebrać nas nasz autobus. Mokry, zmęczony, na skraju nerwowej wytrzymałości wsiadam do pojazdu. Odjeżdżamy. Sięgam do kieszeni by sprawdzić godzinę w telefonie. Zawał serca. Nie ma telefonu. Zatrzymuję całą wycieczkę i zaczynam mordeczy bieg z powrotem do Empire State. To jedyne miejsce, w którym mam szansę znaleźć moją zgubę. Podczas zwiedzania przechodzi się przez kontrolę niczym na lotnisku i prawdopodobnie tam właśnie zostawiłem moją starą Nokię. Pytam pracowników wieżowca – TAK! Mają mój telefon. Po kilku kontrolnych pytaniach odzyskuję go i mogę wracać. Biegnę w miejsce, gdzie umówiłem się, że zostanę odebrany. Stojąc w deszczu na skrzyżowaniu Piątej Alei i Trzydziestej Pierwszej Ulicy, oddychając ciężko po kilkuminutowym biegu, uśmiecham się do siebie. Patrząc w odbicia latarń w mokrym asfalcie, cieszę się mimo wszystko. Nowy Jorku! Co jeszcze dla mnie masz?

Wodna Taksówka

Wodna Taksówka

Manhattan

Manhattan

 

Statua Wolności

Statua Wolności

Widok z rzeki Hudson

Widok z rzeki Hudson

Empire State

Empire State

Ellis Island

Ellis Island

NYPD

NYPD

New York City

New York City

Żółta taksówka

Żółta taksówka

Nowojorczyk

Nowojorczyk

New York City Police Department

New York City Police Department

Radiowóz

Radiowóz

W drodze na ESB

W drodze na ESB

Widok na Flatiron z ESB

Widok na Flatiron z ESB

Nowy Jork w deszczu

Nowy Jork w deszczu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *