Ulice Filadelfii

„Nie powita mnie żaden anioł,
Jesteśmy tylko ty i ja, mój przyjacielu,
Moje ubrania już na mnie nie pasują,
Przeszedłem tysiąc mil,
By móc odrodzić się na nowo.

Zapadła noc, leżę przebudzony,
Czuję jak zanikam,
Czy przyjmiesz mnie bracie twoim niewiernym pocałunkiem,
Czy może tak po prostu rozstaniemy się,
Na ulicach Filadelfii?” *

Budynek sądu

Budynek sądu

Stolica wolności oraz jedna z pierwszych stolic Stanów Zjednoczonych zaskakuje spokojem. Nie ma tu gwaru jakiego można spodziewać się po wielkich amerykańskich miastach. Filadelfia nie jest betonową dżunglą, jest miejscem przyjaznym i otwartym tak jak wskazuje jej pochodząca z greki nazwa – philos – miłość, adelphos – brat.

Eakins Oval

Eakins Oval

Będąc w mieście czuć powiew wielkiej amerykańskiej historii. Stojący na szczycie monumentu Eakins Oval dumny Jerzy Waszyngton spokojnie spogląda w stronę miasta. U jego stóp odpoczywają bizon, niedźwiedź oraz grupa Indian. Za plecami ma Filadelfijskie Muzeum Sztuki, którego schody stały się słynne dzięki scenie pewnego filmu. Jako mężczyzna, będąc w tym miejscu musiałem wykonać pewien rytuał, który poniekąd był jednym z głównych celów wyprawy do Filadelfii. Wbiegłem po Schodach Roky’ego i na ich szczycie skacząc wzniosłem ręce do góry. Piosenka „Eye of the tiger” spłynęła na mnie z niebios. I chociaż bardziej ubóstwiam Conana-Terminatora Arnolda Schwarzeneggera, to postawienie stóp tam gdzie stał Rambo-Rocky Sylvester Stallone w jednej ze swoich najlepszych ról, było dla mnie nie lada przeżyciem.

Spacer Aleją Benjamina Franklina w cieniu flag wszystkich państw świata prowadzi mnie do kolejnego niezwykle ważnego dla mnie miejsca – pomnika bohatera określanego słowami „bestia”, „bohater północy”, „najczystszy syn wolności”, „posłaniec Boga” i „ostatni rycerz”. W USA więcej pomników ma jedynie jego bliski przyjaciel, Jerzy Waszyngton. Bohater wiersza Lorda Byrona. Człowiek, który nie ufał Napoleonowi. Jego portret zdobił wnętrze podwodnego okrętu kapitana Nemo. Jego imię nosi jeden z największych szczytów świata. Polak.

Rocky

Rocky

Tadeusz Kościuszko – największy i najbardziej niedoceniany reprezentant naszego kraju. Człowiek, którego lękali się najwięksi, i z którym liczyli się władcy ówczesnego świata – Napoleon, Katarzyna Wielka i Waszyngton. Bohater, którego życie odcisnęło piętno na trzech kontynentach.

Ogromny pomnik Kościuszki jest darem narodu polskiego dla Polonii Amerykańskiej. Zanurzając się w miasto głębiej, trafia się na kolejne polskie miejsce – Thaddeus Kosciusko National Memorial, muzeum zorganizowane w domu, w którym mieszkał ten wielki Polak.

Otrząsając się z płynącego po mnie żywego patriotyzmu, ruszam skupić się na tym co bardziej amerykańskie. Trafiam do Independence Hall, gdzie w 1776 roku podpisano Deklarację Niepodległości. Odpoczywając na jednej z ławek Independance Square, tuż obok zabytkowego ratusza, staję się świadkiem ciekawej sceny. Pod pomnik nazywanego „ojcem amerykańskiej marynarki wojennej” Johna Barry’ego, w rytm charakterystycznego werbla, podchodzą żołnierze armii amerykańskiej okresu wojny o niepodległość USA. Zatrzymując się u stóp pomnika wygłaszają odzew do narodu, po czym „werbują” do wojska przyglądające się temu dzieci. W tak ciekawy sposób Amerykanie celebrują swoją niepodległość.

Pomnik Kościuszki

Pomnik Kościuszki

Międzynarodowa grupa przyjaciół, z którą byłem w Filadelfii, daje mi dobry powód do ponownego przyjazdu do miasta w przyszłości – nie chcą ze mną odwiedzić Muzeum Polsko-Amerykańskiego. Na lunch spożywamy typowy Filadelfijski przysmak – Philly Cheesesteak, rodzaj zapiekanki z serem i mięsem mielonym, która jest regionalnym daniem tej części Pensylwanii. Przewaga dziewczyn nad mężczyznami w skali 7:3 (dwie Angielki, Walijka, Szkotka, Amerykanka i dwie Polki kontra ja, włoskiego pochodzenia Anglik i polskiego pochodzenia Nowozelandczyk) sprawia, że odwiedzamy South Street, ulicę będącą gniazdem miejskiej bohemy, która dziś przekształca się jednak w pełną sklepów i kawiarń, ogromną atrakcję turystyczną.

Filadelfia

Filadelfia

Zdaje się, że miejsce to traci urok, który wcześniej przyciągał tu artystów i ci będą znów musieli poszukać sobie innej okolicy, która z czasem znów zacznie przyciągać niechcianych turystów. Turyści chcą ogrzewać się w atmosferze „prawdziwości”, nie chcą by ich podróż była sztucznym tworem biura podróży, dlatego też lgną do miejsc ukształtowanych przez „tubylców”. Kto nie chciałby usiąść w kawiarence, w której spotykają się malarze, poeci i pisarze? Kto nie lubi robić zakupów na targowiskach, gdzie w produkty zaopatrują się „prawdziwi ludzie”? Co jednak, gdy zajmujemy w kawiarni wszystkie stoliki i dla artystów po prostu brakuje tam miejsca? Co gdy sprzedawca widząc zwiększający się ruch turystyczny przestanie sprzedawać ręcznie wyrabiane przez siebie przedmioty, a zastąpi je tandetą po to, by zwiększyć obroty? Podróżowanie samo w sobie zabija jego sens. Podróżując pozbawiamy uroku miejsca, które odwiedzamy by tego uroku zaczerpnąć.

Mural przy South Street

Mural przy South Street

Pewnego zgrzytu doświadczamy opuszczając miasto. Obrażony na nas z niewiadomej przyczyny parkingowy, każe nam zabrać auto przed siedemnastą, bo inaczej zamknie bramy swojego placu i będziemy musieli zostać w mieście na noc. Grzecznie pytamy co się stało, przecież płacimy całodzienną stawkę za parking. Obrzuceni kilkoma wyzwiskami, dowiedziawszy się, że rozmowa z nami nie jest tym, czym chce się on w tym momencie zajmować, wyjeżdżamy z „miasta braterskiej miłości” .

* Bruce Springsteen, „Streets of Philadelphia”.

 

 

 

 

2 komentarze

  1. Tak mi przyszło do głowy – „Philly Cheesesteak”, nie spotkałem jeszcze takiej potrawy w Polsce, może byłby to dobry interes hmm… :)

    • patrykszymanski

      Byc może. Ale jak na mój gust jest to potrawa zbyt tłusta jak na polskie, wyszukane podniebienia ;-) Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *